Literki nie omijają Mołdawii

16 czerwca w Kiszyniowie, stolicy Mołdawii, odbyły się marsz zwolenników ruchu LGBTQ i wszystkie inne literki oraz procesja obrońców wiary, normalności i chrześcijańskiej tradycji. Podczas gdy homoaktywiści spacerowali ulicami Kiszyniowa z tęczowymi symbolami, tuż za nimi podążali funkcjonariusze policji i ludzie protestujący przeciwko homoseksualnej propagandzie.

Jeden z uczestników procesji obrońców rodziny powiedział: „Jesteśmy zwolennikami zachowania tradycyjnych wartości, nie chcemy zdradzać naszych przodków, chcemy, aby nasi przodkowie nie wstydzili się nas. Hospodar mołdawski Stefan Wielki budował kościoły, nie brał udziału w takich paradach”. Do protestu przeciwko Marszowi Równości włączyli się prawosławni i działacze opozycyjnego względem rządzących w Mołdawii globalistów ruchu Zwycięstwo.

Część protestujących ubrana w kombinezony ochronne przeprowadziła symboliczną „dezynfekcję” ulic, którymi szli uczestnicy Marszu Równości. To akurat osobiście (ja, Dawid Mysior, o stanowisko Zespołu jeszcze zapytam), uważam za ruch niepotrzebny, gdyż wszystko tu jest wojną o umysły. Wolałbym widzieć spokojna modlitwę niż cyrk z "dezynfekcją", który, choć wymowny, może w głowach "letnich" wywołać sympatię dla "ofiar opresji". 

 

Komentarze