Polska przedwojenna i wielodzietność

Na bazie ostatnich ataków na córkę Nawrockiego i  w związku z tym stwierdzeń o pewną niechęć do dzieci, przypomniałem sobie artykuł z Rycerza Niepokalanej, który był również temu poświęcony. Fragment z tego artykułu:
"Z W. (woj. warszawskie) matka sześciorga dzieci (mąż bez pracy) pisze: "...pojechałam do rodziny do L., to zaczęli mnie najpierw pytać: wiele masz dzieci? Jak powiedziałam, że sześcioro... «I ty się nie wstydzisz tego mówić? Kto dziś ma tyle dzieci? To nie dawniej, kiedy naród był głupi. Żebyś była mądra, to byś nie miała tyle dzieci, ale jesteś głupia jak but». Kilka razy poszłam na Mszę św[iętą], to zaczęli się ze mnie wyśmiewać, że ja święta... Poczułam się matką, to mi mówili żeby iść dziecko stracić."
Dodam, że artykuł jest z sierpnia 1939 roku.  Link do artykułu:
Przy okazji, znalazłem jeszcze drugi, z 1937 roku, dotyczący aborcji.  Fragment:
"Co robi dziś "postępowa" matka? - Gdy pozna, że stała się matką zaczyna przede wszystkim myśleć, jak nie dopuścić, by dziecię to, świata Bożego nigdy nie oglądało. Oczywiście, wszystkie sąsiadki na około radzą, jak która może: jedne stary sposób, drugie nowy; radzą - truć, wskazują przy tym, co, kiedy, i jak, a jeszcze inne, te najmłodsze, "najmodniejsze" i "najbardziej postępowe", radzą po prostu czym prędzej - iść do szpitala i kazać żywcem zarznąć."
Jak ktoś ciekaw, całego artykułu, to link tu: 
Przy okazji, módlmy się gorliwie za Polskę.

Komentarze