Kardynał Cupich: 3 sposoby, w jakie „rozmowy w Duchu” synodu mogą zrewolucjonizować Kościół
Blase J. Cupich
24 kwietnia 2024
Przed trwającym miesiąc spotkaniem Synodu na temat synodalności w październiku ubiegłego roku w Rzymie delegaci zostali zaproszeni na rekolekcje przedsynodalne prowadzone przez Timothy'ego Radcliffe'a OP. Częścią celu rekolekcji było przygotowanie nas do udziału w „rozmowie w Duchu”, aby użyć definicji procesu synodalnego papieża Franciszka.
Uważam, że to przeformułowanie synodalności jest po prostu rewolucyjne. Refleksje ojca Radcliffe'a przekonały mnie, że przeformułowanie przez papieża zakresu i znaczenia synodów również będzie miało trwałą moc, ponieważ to przeformułowanie otwiera nowy „model dla Kościoła”, aby użyć terminu ukutego przez zmarłego kardynała Avery'ego Dullesa SJ 50 lat temu.
Co było tak rewolucyjnego?
Przed obecnym Synodem Synodalności, w historii Kościoła odbyło się 15 Synodów Generalnych, które zajmowały się szeregiem tematów, takich jak ewangelizacja, formacja kapłańska, Eucharystia i sakrament pokuty. Zostały one zorganizowane zgodnie z tym, co czytamy w kanonie 342 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r.:
Synod biskupów to grupa biskupów, którzy zostali wybrani z różnych regionów świata i spotykają się w ustalonych terminach, aby pielęgnować bliższą jedność między Papieżem Rzymskim a biskupami, pomagać Papieżowi Rzymskiemu swoją radą w zachowaniu i rozwoju wiary i moralności oraz w przestrzeganiu i wzmacnianiu dyscypliny kościelnej, a także rozważać kwestie dotyczące działalności Kościoła na świecie.
Biskupi, a na niektórych z ostatnich synodów, księża i świeccy, którzy byli obecni, zbierali się w małych grupach dyskusyjnych, których wyniki były przekazywane całemu gremium. Uczestnicy mieli również trzy do czterech minut na wypowiedź w sesjach ogólnych, ale rzadko kiedy interwencje przechodziły tematycznie z jednej do drugiej. Było niewiele otwartych dyskusji lub debat. Właściwie, jak mi powiedział doświadczony biskup, który uczestniczył w kilku wcześniejszych synodach, biskupom doradzano, aby powstrzymywali się od poruszania drażliwych kwestii.
Nowy sposób postępowania
Wszystko to zmieniło się wraz z papieżem Franciszkiem, zwłaszcza wraz z Synodem o synodalności. Główna zmiana polegała na rozszerzeniu członkostwa z prawem głosu poza biskupów. Świeccy kobiety i mężczyźni, zakonnicy, księża i diakoni są teraz bezpośrednio nominowani przez papieża do udziału w synodach. Wszyscy mają równe prawo głosu i równy głos. Ale najbardziej znaczącą zmianą była redefinicja synodu jako „rozmowy w Duchu”. Jak opisano w tekstach przygotowawczych synodu, delegaci zostali poproszeni o udział w synodzie nie poprzez skupienie się na tym, co oni lub inni powiedzą, ale raczej poprzez poproszenie uczestników, aby priorytetowo traktowali „zdolność słuchania, a także jakość wypowiadanych słów”.
Rozmowy w Duchu „oznaczają zwracanie uwagi na duchowe ruchy w sobie i w drugiej osobie podczas rozmowy, co wymaga skupienia się na czymś więcej niż tylko na wypowiadanych słowach. Ta jakość uwagi jest aktem szacunku, powitania i bycia gościnnym dla innych takimi, jacy są” – kontynuuje dokument. „Jest to podejście, które poważnie traktuje to, co dzieje się w sercach osób rozmawiających. Istnieją dwie niezbędne postawy, które są fundamentalne dla tego procesu: aktywne słuchanie i mówienie z serca”.
Jako praktyczną konsekwencję nadania priorytetu słuchaniu Ducha jako protagonisty naszych rozmów, zamiast zbierać się w auli, która najbardziej przypomina salę wykładową, gdzie wszyscy bylibyśmy zwróceni w tym samym kierunku, każdy z nas zająłby swoje miejsce przy okrągłym stole z sześcioma do ośmiu innymi delegatami. Zostaliśmy poproszeni o udział w serii rozmów z przerwami ciszy, aby umożliwić nam prawdziwe słuchanie tego, co zostało powiedziane przez innych. Podsumowując, zamiast wygłaszać przemówienia, mieliśmy rozmawiać i słuchać siebie nawzajem.
Muszę przyznać, że pomimo jasności wyjaśnień przedsynodalnych, nie do końca zrozumiałem, czego ode mnie jako uczestnika się wymaga, dopóki nie wziąłem udziału w rekolekcjach prowadzonych przez ojca Radcliffe’a. Jego trzydniowe rekolekcje przygotowały grunt, ponieważ zapewniły doświadczenie prawdziwej rozmowy w Duchu.
Dokonał tego, najpierw nawiązując kontakt z tym, co było w naszych sercach, gdy zbieraliśmy się na synodzie. Przyjechaliśmy do Rzymu, przyznał, z tymi samymi obawami dotyczącymi synodu, które są obecne w szerszym Kościele. Dał nam również pozwolenie na wniesienie do naszych rozmów własnych doświadczeń kościelnych, zdając sobie sprawę, że w tym pomieszczeniu będą reprezentowane różne eklezjologie. I wreszcie, umiejętnie rozwinął wizję Soboru Watykańskiego II dotyczącą odnowienia Kościoła, abyśmy byli solidnie zakotwiczeni teologicznie. W rezultacie jego sześć medytacji pomogło ukształtować nasze myślenie o tym, jak odnosić się do siebie i odpowiadać sobie nawzajem jako uczestnicy synodu, dając nam w ten sposób zdolność do prowadzenia rozmów, które mogą prowadzić do nawrócenia.
Wybrałem trzy spostrzeżenia ojca Radcliffe'a, które uznałem za szczególnie pomocne. Po pierwsze, jako ścieżkę do konfrontacji z naszymi lękami, wątpliwościami i podziałami, zaprosił nas do odważnego wspólnego kroczenia z eucharystyczną nadzieją. Po drugie, namawiał nas, abyśmy ofiarowali sobie nawzajem przyjaźń Jezusa, a po trzecie, prosił nas o uznanie i zaakceptowanie, że każda osoba przemawia z autorytetem i powinna być szanowana.
Eucharystyczna nadzieja w czasach podziałów
Ojciec Radcliffe rozpoczął nasze rekolekcje od stwierdzenia, że był bardzo zachęcony odpowiedzią na wezwanie papieża Franciszka do zorganizowania kościoła synodalnego. „Zgromadziliśmy się tutaj, ponieważ nie jesteśmy zjednoczeni w sercu i umyśle” — zauważył, biorąc pod uwagę liczne istniejące i potencjalne podziały w kościele. Jednak „ogromna większość osób, które wzięły udział w procesie synodalnym, była zaskoczona radością”. Kontynuował: „Dla wielu jest to pierwszy raz, kiedy Kościół zaprosił ich do mówienia o ich wierze i nadziei”.
Jakiż wspaniały sposób na ujęcie tego. Ojciec Radcliffe szczerze uznał rzeczywistość sytuacji: że zebraliśmy się w chwili obietnicy, ale także trwogi, ponieważ wiedzieliśmy, że jeszcze nie jesteśmy zjednoczeni. Ale zapewnił nas, a w zasadzie cały Kościół, że ci, którzy przyjmują drogę synodalną, znaleźli się zaskoczeni — zaskoczeni radością.
Nasz kierownik rekolekcji przestrzegł nas, abyśmy byli szczerzy i przyznali, że przybyliśmy do Rzymu z konkurującymi nadziejami, podzieleni i pełni obaw o to, co czeka Kościół synodalny. Niektórzy liczyli na bardzo znaczące reformy. Wielu wątpiło, że cokolwiek znaczącego się zmieni. Inni obawiali się, że zmieni się zbyt wiele i że te zmiany mogą doprowadzić do schizmy.
Ojciec Tymoteusz przedstawił ewangeliczną scenę przemienienia jako metaforę, która pomoże nam stawić czoła naszym lękom, wątpliwościom i podziałom podczas rekolekcji. Podkreślił, że nie różnimy się od uczniów na „pierwszym synodzie”, jak go nazwał, tym, na którym udali się do Jerozolimy, gdzie Jezus miał cierpieć i umrzeć. Przepowiednia Pana o Jego śmierci pozostawiła ich pełnymi strachu i podzielonymi z powodu sprzecznych nadziei. Piotr miał swoje nadzieje dotyczące Jezusa, tego, którego właśnie ogłosił jako „Chrystusa, Syna Boga żywego” (Mt 16:16). Matka Jakuba i Jana miała nadzieję, że jej synowie zastąpią Piotra i zasiądą po prawej i lewej stronie Jezusa.
W tym momencie, idąc razem w drodze do Jerozolimy, Jezus zabrał Piotra, Jakuba i Jana na rekolekcje na Górę Tabor, aby zaoferować znacznie szerszą wizję ich podróży. Powinniśmy sobie wyobrazić, że robi to samo dla nas podczas tych rekolekcji, powiedział ojciec Timothy.
Przy tej okazji Jezus objawił rozległą wizję swojej misji, w tym zakończenie historii, ponieważ został przemieniony w chwale jako umiłowany Syn Boży na ich oczach i usłyszeli, jak Ojciec mówi: „Słuchajcie Go” (Mt 17,6). To spotkanie nie rozwiązało wszystkich ich lęków i podziałów. Ale dało im odwagę, by wyruszyć w drogę do Jerozolimy. Na Górze Tabor otrzymali przebłysk nowej nadziei, którą Jezus miał dać światu w noc przed swoją śmiercią.
Później, w Wieczerniku, gdy wydawało się, że nie ma przyszłości, żadnej nadziei, a przed nimi tylko porażka, cierpienie i śmierć, Jezus „dokonał najbardziej dającego nadzieję gestu w historii świata”, powiedział nam ojciec Tymoteusz. Przy wspólnym stole, przy którym często dzielili życie, Jezus podał im chleb i wino i powiedział: „To jest ciało moje, które za was będzie wydane; to jest krew moja, która za was będzie wylana”. Dokładnie w chwili, gdy wszystko było stracone, zademonstrował nadzieję wykraczającą poza nasze wyobrażenia, oddając się całkowicie. Tak samo teraz, jak zasugerował nasz dominikański kaznodzieja, Pan zaprosił nas na ten „Tabor nad Tybrem”, jakby zanim wyruszymy na wspólną wędrówkę, świadomi, że będzie to wymagało pewnego rodzaju umierania, abyśmy mieli nowe życie. Ten sam Jezus oferuje nam w nowy sposób nadzieję, którą znajdujemy w Eucharystii, gdy „prowadzi nas ku śmierci i zmartwychwstaniu Kościoła”. Jest to nadzieja, która „sprawia, że konflikt między naszymi nadziejami wydaje się niewielki, niemal absurdalny”. Jest to nadzieja, która inspiruje nas, abyśmy nigdy nie zniechęcali się, że to, o co nas proszą, wydaje się przekraczać nasze możliwości lub że będzie to zbyt kosztowne.
Ojciec Tymoteusz zachęcał nas, abyśmy byli gotowi, jak młodzieniec z Ewangelii, który ofiarował swój kosz chlebów i ryb, „rozdawać hojnie wszystko, co mamy na tym Synodzie, [bo] to będzie więcej niż wystarczająco. Pan żniwa zapewni”.
Ta sama eucharystyczna hojność powinna zmusić nas, abyśmy nigdy nie deprecjonowali wartości tego, co oferują inni, ponieważ się z tym nie zgadzamy lub uważamy to za zbyt mało. Kiedy jesteśmy kuszeni, aby odrzucić lub zmarginalizować innych, ponieważ wypadają poza normę, powinniśmy pamiętać, że teologia katolicka zawsze była definiowana w kategoriach zarówno/i: Pismo Święte i tradycja, wiara i uczynki. I tak, jako katolicy, kiedy słuchamy siebie nawzajem, zamiast mówić „Nie”, powinniśmy być otwarci na powiedzenie „Tak i…”.
Ojciec Tymoteusz zaproponował inny obraz, aby zachęcić nas do uszanowania zmarginalizowanych głosów podczas naszych rozmów synodalnych. „Odnawianie Kościoła jest więc jak robienie chleba” — powiedział nam. „Zbiera się brzegi ciasta do środka i rozprowadza środek na marginesach, wypełniając wszystko tlenem. Robi się bochenek, obalając rozróżnienie między brzegami a środkiem, czyniąc bochenek Boga, którego środek jest wszędzie, a obwód nigdzie, odnajdując nas” — zaproponował ojciec Tymoteusz. Tak samo, słuchając siebie nawzajem, składając marginesy do środka i środek do marginesów, stajemy się otwarci na tchnienie Ducha Świętego, aby doprowadzić do odnowienia Kościoła. To jest nadzieja, którą otrzymujemy w Eucharystii i która powinna nas inspirować do hojności w naszych rozmowach w Duchu. To nadzieja, która wzywa nas ponad wszelki podział i łagodzi nasze lęki, a co ważniejsze, nasz uścisk na naszych konkurujących nadziejach, ufając, że to, co nas czeka, przekracza nasze wyobrażenia, ale Pan jest z nami.
Opowiadając o zdarzeniu z czasów, gdy był młodym prowincjałem dominikańskim, ojciec Radcliffe powiedział nam, że on i starszy dominikanin, ojciec Peter, odwiedzili małą grupę zakonnic i powiedzieli im, że przyszłość ich klasztoru jest niepewna. „Jedna z nich zaprotestowała: »Ale, ojcze, nasz drogi Pan nie pozwoliłby naszemu klasztorowi umrzeć, prawda?« Ojciec Peter odpowiedział: »Siostro, pozwolił umrzeć swojemu synowi«. Więc możemy pozwolić rzeczom umrzeć, nie w rozpaczy, ale w nadziei i aby dać przestrzeń na nowe”.
Przyjaźń Jezusa
Kiedy wróciłem z Rzymu po synodzie, wielokrotnie pytano mnie: „Co się wydarzyło na synodzie?”. Odpowiedziałem po prostu: „Zdobyłem wielu nowych przyjaciół i żadnych nowych wrogów”. W rzeczywistości ojciec Radcliffe namawiał nas, abyśmy celowo zaczęli nawiązywać przyjaźnie w tygodniach synodu, ale w sposób, w jaki Bóg nawiązuje przyjaźnie. W przeciwieństwie do ludzkich przyjaźni w starożytności, często możliwych tylko między dobrymi i równymi sobie, Bóg oferuje przyjaźń w czasami szokujący sposób, Jakubowi oszustowi, Dawidowi mordercy i cudzołożnikowi oraz Salomonowi bałwochwalcy.
Podobnie Jezus nawiązywał przyjaźnie, jedząc z grzesznikami i odwiedzając ich domy. Jezus objawia, że Bóg nie ma granic, jeśli chodzi o nawiązywanie przyjaźni: wysyłając swego Syna, aby przyjął nasze cielesne i ziemskie istnienie, Bóg przekroczył podział między stworzeniem a stwórcą, między czasem a wiecznością, aby nawiązać z nami przyjaźnie.
Synod jest momentem, argumentował ojciec Timothy, abyśmy na nowo skalibrowali sposób nawiązywania przyjaźni. Zachęcał nas do zadania sobie pytania, czy ustaliliśmy granice dotyczące tego, z kim się przyjaźnimy i czy robienie tego nie zaszkodziło naszej zdolności słuchania siebie nawzajem. To jest rodzaj słuchania, o którym mowa w dokumencie przygotowawczym, który cytowałem wcześniej, zwracanie uwagi na duchowe ruchy w sobie i w drugiej osobie podczas rozmowy, poprzez szacunek i powitanie innych takimi, jacy są. Jest to uznanie, że Duch Boży działa w każdym — tak, nawet w tych, którzy się z nami nie zgadzają.
Ojciec Tymoteusz zauważył, że Bóg tworzy przyjaciół tak, jak Bóg stwarza, pozwalając rzeczom być. „Niech się staną” — mówi Bóg w akcie tworzenia. Tak samo nie powinniśmy bać się ludzi, którzy różnią się od nas lub którzy różnią się z nami w pewnych kwestiach. Tego rodzaju przyjaźnie uwalniają nas, abyśmy mogli dzielić się naszymi wątpliwościami i wspólnie szukać prawdy, niezależnie od naszych punktów wyjścia. Rzeczywiście, sam akt poszukiwania prawdy najlepiej jest wykonywać razem, ponieważ w fundamentalny sposób wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem, aby odbyć tę podróż.
Przypomniał nam, że poszukiwanie prawdy nigdy nie może być zredukowane do szukania informacji, z którymi następnie decydujemy się zgodzić lub które kwestionujemy. Nie chodzi o rozgryzanie rzeczy, wymyślanie nowych pomysłów lub strategii, co jest często domyślnym podejściem Amerykanów w obliczu wyzwań. Raczej celem jest odkrycie prawdy, którą objawia Duch, a to wymaga uwagi. Rozmowa w Duchu przynosi prawdziwe owoce w procesie odkrywania tego, co już zostało dane przez Boga. Dlatego papież Franciszek wielokrotnie podkreślał, że synod nie jest parlamentem, w którym przedstawiane są argumenty i szukane są kompromisy w dialektycznej wymianie.
Poszukiwanie prawdy w procesie synodalnym następuje w rodzaju rozmowy, która pyta, co jest w sercu drugiego, co go niepokoi i martwi. Tak właśnie Bóg rozmawia z nami, jak widzimy w pierwszej rozmowie, jaką Bóg prowadzi w Księdze Rodzaju. Po upadku Bóg nie rozpoczyna rozmowy z Adamem od oskarżenia go. Bóg nie prosi go, aby zapłacił za owoc, który ukradł! Raczej Bóg po prostu pyta: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3,9). Jest to pytanie, które pokazuje zaniepokojenie. Tak samo, na drodze do Emaus Jezus pyta: „O czym rozmawiacie?” (Łk 24,17). Prosi uczniów, aby podzielili się swoim gniewem i strachem. I jest gotów pójść tam, dokąd idą, nie kontrolując rozmowy ani kierunku podróży, ale przyjmując ich gościnność.
Tak właśnie powinny przebiegać nasze rozmowy w Duchu: słuchając tego, co jest w sercu drugiej osoby, nie próbując kontrolować rozmowy i nie bojąc się, dokąd ona zmierza. Harmonogramy powinny zostać odłożone na bok. Nie ma harmonogramu na zakończenie. Czas jest w rękach Boga, rzeczywistość, która jest szczególnie trudna dla Amerykanów.
Potrzebna jest rozmowa, która prowadzi do nawrócenia. Jest to rozmowa między przyjaciółmi, którzy słuchają z wyobraźnią i którzy starają się zrozumieć, dlaczego druga osoba zajmuje stanowisko inne niż ich własne. Jest to przyjaźń, która podejmuje ryzyko, tak jak Jezus, gdy w noc przed swoją śmiercią, gdy Jego uczniowie mieli Go zdradzić, zaprzeć się Go i opuścić, powiedział im: „Nazywam was przyjaciółmi” (J 15, 15).
Wzajemne wzmacnianie autorytetu
„Nie będzie owocnej rozmowy między nami”, ostrzegał ojciec Timothy, „jeśli nie uznamy, że każdy z nas mówi z autorytetem”. Zwrócił uwagę, że Międzynarodowa Komisja Teologiczna zacytowała św. Jana, odnosząc się do tematu sensus fidei: „Zostaliście namaszczeni przez Świętego i wszyscy macie wiedzę… namaszczenie, które otrzymaliście od (Chrystusa), trwa w was, dlatego nie potrzebujecie, aby was ktoś uczył… Jego namaszczenie uczy was wszystkiego” (1 J 2:20, 27).
Wielu świeckich zaangażowanych w synod było zdumionych, że po raz pierwszy przywódcy Kościoła faktycznie ich słuchali. Jednak żaden z delegatów nie powinien wątpić w ich autorytet do mówienia. Wszyscy, niezależnie od naszego stanowiska w kościele, musimy wychodzić ze wspólnego zrozumienia, że „autorytet jest wieloraki i wzajemnie się wzmacnia”. Jeden prosty gest wskazał mi, że naleganie ojca Radcliffe’a w tej kwestii zakorzeniło się w sercach delegatów synodu. Gdy siedzieliśmy przy stole, moderator zaczął od zadania nam jednego prostego pytania: „Jak chcecie być nazywani?”. Każdy, niezależnie od stanowiska w kościele, podawał swoje imię i pomijał wszelkie odniesienia do tytułu. Zaczęliśmy na równych prawach i uznaliśmy, że każdy mówi z autorytetem.
Mamy dobre przykłady wczesnochrześcijańskiego mówienia prawdy władzy, które powinny nas prowadzić. Paweł opowiada w swoim Liście do Galatów, że sprzeciwił się Piotrowi „w twarz” (Gal 2:11), a mimo to podali sobie nawzajem prawą rękę na znak braterstwa — a kościół czci ich jako męczenników założycieli. Idąc za ich przykładem, powinniśmy „szukać sposobów mówienia prawdy, aby druga osoba mogła ją usłyszeć, nie czując się zmiażdżona”.
Strach często stoi za wahaniem przed mówieniem prawdy, gdy jest to niewygodne. Ci, którzy mówią, wahają się, ponieważ boją się odrzucenia. Ci, którzy słyszą prawdę, boją się, że będzie ona wymagała oddania kontroli lub zmiany. „Mamy głęboki instynkt, aby trzymać się kontroli, dlatego wielu boi się Synodu” — powiedział ojciec Radcliffe. Jednak od najwcześniejszych dni Kościoła Duch Święty rzucił wyzwanie tej tendencji do kontrolowania lub utrzymywania status quo. Ojciec Timothy wspominał, że w dniu Pięćdziesiątnicy „Duch Święty zstąpił potężnie na uczniów, którzy zostali posłani na krańce ziemi. Zamiast tego apostołowie osiedlili się w Jerozolimie i nie chcieli odejść. Potrzebne były prześladowania, aby ułatwić im opuszczenie gniazda i odesłać ich z Jerozolimy”. To jest Boży sposób okazywania „surowej miłości”, zażartował.
Przywódcy muszą być szczególnie czujni na strach przed porzuceniem kontroli i być otwarci na zmiany, „gdyż bycie prowadzonym przez Ducha we wszelkiej prawdzie oznacza porzucenie teraźniejszości, ufając, że Duch zrodzi nowe instytucje, nowe formy życia chrześcijańskiego, nowe posługi”. Jest to zgodne z radą papieża Franciszka zawartą w „Evangelii gaudium”, gdzie napisał: „Nie ma większej wolności niż ta, gdy pozwalamy się prowadzić Duchowi Świętemu, wyrzekając się wszelkich prób planowania i kontrolowania wszystkiego do ostatniego szczegółu, a zamiast tego pozwalając Mu oświecać, prowadzić i kierować nami, prowadząc nas, dokądkolwiek zechce” (nr 280).
Strach przed utratą kontroli jest głęboko zakorzeniony w psychice przywódców kościelnych i łatwo byłoby przytoczyć wiele przykładów. Jeden z moich ulubionych znajduje się w liście napisanym przez kardynała Wolseya do papieża Klemensa VII w 1525 roku. Jak możesz pamiętać, kardynał Wolsey był jałmużnikiem króla Anglii i stał się postacią kontrolującą w praktycznie wszystkich sprawach kościoła i państwa za Henryka VIII. Jego mianowanie kardynałem i legatem Anglii przez papieża Leona X dało mu pierwszeństwo przed wszystkimi innymi angielskimi duchownymi, a jako lord kanclerz cieszył się dużą swobodą i był często przedstawiany jako alter rex („inny król”). Wraz z rozwojem prasy drukarskiej poczuł się zobowiązany ostrzec papieża przed niebezpieczeństwami tego nowego wynalazku, zauważając, że będzie on miał opłakany skutek w postaci udostępnienia Pisma Świętego i wierzeń Kościoła bezpośrednio świeckim. Gdyby tak się stało, ostrzegał, świeccy zostaliby zachęceni do rozpoczęcia „modlitwy na własną rękę w swoich wulgarnych językach”, a jeśli to zrobią, mogą pomyśleć, że mogą sami znaleźć drogę do Boga — a wtedy duchowni nie będą mieli z tego większego pożytku.
Ale, jak przypomniał nam ojciec Timothy, autorytet nie jest grą o sumie zerowej. Raczej „jest wieloraki i wzajemnie się wzmacnia. Nie ma potrzeby żadnej konkurencji, tak jakby świeccy mogli mieć więcej autorytetu tylko wtedy, gdy biskupi mają go mniej, lub tak zwani konserwatyści konkurowali o autorytet z postępowymi” – radził. Zamiast zachowywać się jak uczniowie, którzy chcieli ściągnąć ogień na swoich przeciwników, powinniśmy wzorować się na Trójcy, gdzie „Ojciec, Syn i Duch Święty nie konkurują o władzę, tak jak nie ma konkurencji między naszymi czterema Ewangeliami”.
Przemieniająca moc
Doświadczenie przemienienia na Górze Tabor dało uczniom Jezusa wgląd w jego misję. Nie rozwiązało ono wszystkich ich podziałów, lęków i konkurujących ze sobą nadziei, ale dało im odwagę, by stawiać pierwsze kroki z Jezusem, gdy zmierzał do Jerozolimy. Podobny cel miały medytacje rekolekcyjne ojca Radcliffe’a. Ujawniając przemieniającą moc nadziei eucharystycznej, która może stłumić nasze lęki, przyjaźni, które są uważne na ruch Ducha w sobie nawzajem, i uznając wzajemnie wzmacniający autorytet innych do uczestnictwa w życiu Kościoła, dodał nam odwagi, byśmy zajęli nasze miejsce w sali synodalnej i uczestniczyli w „dynamice”, cytując Instrumentum Laboris synodu, „w której słowo [które jest] wypowiedziane i usłyszane generuje znajomość, umożliwiając uczestnikom zbliżenie się do siebie”. Ale jego przemówienia zrobiły jeszcze więcej. Pomogły nam zrozumieć, że Ojciec Święty wzywa nas do wyobrażenia sobie odnowy całego Kościoła jako rozmowy w Duchu. Jest to nowy „model Kościoła”, który, jak sądzę, ma obietnicę doprowadzenia do odnowy sposobu, w jaki podejmujemy decyzje w Kościele i w jaki odnosimy się do siebie na poziomie powszechnym, kontynentalnym, narodowym i lokalnym. Wyobraźcie sobie, co by to mogło oznaczać, gdyby krajowe i prowincjonalne konferencje episkopalne, prezbiterialne i archidiecezjalne rady świeckie oraz rady parafialne rozumiały siebie jako zbieranie się na rozmowy w Duchu. Podejmowałyby swoją misję, inspirowane nadzieją eucharystyczną, zobowiązane do tworzenia i podtrzymywania przyjaźni poprzez słuchanie ruchu Ducha w sobie nawzajem i pozostawanie niezłomnymi w szacunku dla wzajemnie wzmacniającego się autorytetu.
Moją nadzieją jest, że tak jak ojciec Radcliffe przygotowywał nas do wejścia do sali synodalnej, tak samo katolicy będą zainspirowani do zajęcia swojego miejsca przy stole procesu synodalnego i pracy nad rodzajem odnowy, którą wyobraża sobie papież.
Nie jest zaskakujące, że pierwszą nazwą kościoła była „Droga”, ponieważ to na pierwszym synodzie, kiedy uczniowie udali się do Jerozolimy, zrozumieli, że Pan, zawsze u ich boku przez Ducha, był tym, który prowadził ich drogą, a ich misją było rozeznawanie Jego ruchu.
To jest dziedzictwo, jakie pozostawił nam wczesny Kościół, a które papież Franciszek uczynił swoim – i zaprasza nas do jego przyjęcia – abyśmy i my mogli być „zaskoczeni radością”.
Blase J. Cupich
Kardynał Blase J. Cupich jest arcybiskupem Chicago. Ten esej jest adaptacją wykładu wygłoszonego przez kardynała Cupicha na Sacred Heart University w Fairfield, Conn., 24 kwietnia 2024 r.
Źródło:
https://www.americamagazine.org/faith/2024/04/24/cupich-synod-conversations-spirit-radcliffe-247793
Komentarze
odmienny punkt widzenia na sposob zachowywania sie obecnie zasiadajego na tronie papieskim. Co nie wybiela popelnionych juz bledow. Niestety daje mozliwosci naduzyc.
Czy nie w ten sposob odnosimy sie do obcych gdy staramy sie byc mili? To tak jakby przypomnienie drugiego przekazania Jezusa by milowac blizniego. Warte glebokiego przemyslenia.
Powyższy esej autorstwa kard. Cupicha daje wgląd w mechanizm psychomanipulacji, swoiste "know-how" tego użytecznego narzędzia sterowania - o przepraszam! - moderacji dyskusji - który jak czytamy - ma być rewolucją i nowym modelem wdrożonym w Kościele (w domyśle: w całym Kościele).
Niektórzy polscy decydenci już wdrożyli powyższy "model" w swoich diecezjach w aktualnie przeprowadzanych procesach, które - a jakże - mają odnowić kościół lokalny.
Przykład:
https://synodwroclaw.pl/materialy/#Rozeznawanie+wsp%C3%B3lnotowe+%22Rozmowa+w+Duchu+%C5%9Awi%C4%99tym%22
(skopiuj link i wklej w przeglądarce)
W/w metoda jest prostą socjotechniką, prowadzeniem dyskutantów po z góry zaplanowanym "sznurku" w iluzji wolności, równości i braterstwa (ups, napisałem to?).
Dlaczego?
Iluzja wolności: każdy - świecki, świecka, zakonnik, papież, biskup - mają możliwość wypowiedzenia dokładnie tego, czego chcą, nikt nie ma prawa ich oceniać, choćby gadali największe niedorzeczności. Ma być wolność! Zakaz krytyki i wchodzenia w dyskusję.
Iluzja równości: każdy - świecki, świecka, zakonnik, papież, biskup - mają równie ważne prawo głosu. Nie ma mniej lub bardziej ważnych na synodzie! Świecki = papież. Wsio. Panimali?
Iluzja braterstwa: każdy - świecki, świecka, zakonnik, papież, biskup - tworzą od teraz jeden synodalny kościół. Synodalna synodia o synodalności. SxSxS = S do potęgi 3. Także ten.
Nieźle. Szacunek. Pozdrawiam
Przerażające.. Pokrętne, z innego kręgu kulturowego jakby.. I doprawdy czy to nie tragiczno-śmieszne, że cytat z 1 Listu św. Jana dotyczy fragmentu o odstępstwie? (1J 2,20)
Dodany tytuł: Należy wystrzegać się nauczycieli fałszu
18 Dzieci, jest już ostatnia godzina,
i tak, jak słyszeliście, Antychryst5 nadchodzi,
bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów;
stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina.
19 Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas;
bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami;
a to stało się po to, aby wyszło na jaw,
że nie wszyscy są naszego ducha.
20 Wy natomiast macie namaszczenie od Świętego (...)
A może błędne tłumaczenie jest? Czy naprawdę aż tak odjechaliśmy jako Kościół Święty? Bo linki się nie otwierają..
Dobrosiu - tak, jest to przerażające.
Link już poprawiłem, przepraszam za kłopot.
Wklejam go tu ponownie:
https://www.americamagazine.org/faith/2024/04/24/cupich-synod-conversations-spirit-radcliffe-247793
Co do tłumaczenia to można sprawdzić, starałem się wiernie oddać sens słów i wyrażeń.
A co do 1 listu Św. Jana to pełna zgoda.
Uderzające są w nim poza oczywistą treścią co najmniej dwie sprawy:
1. Z jaką gwałtownością i bez żadnej zwłoki zły duch mieszał w Kościele - już tam, u zarania, od samego początku!
2. Z jaką gorliwością ówcześni biskupi (apostołowie) sprzeciwiali się owemu zwodzeniu i dbali o czystość i jedność sensus fidei.
Co mamy dzisiaj? Pkt. 1 - bez zmian. Pkt. 2...