Jeśli nie umrzemy nagle, prędzej czy później zmierzymy się ze śmiertelną chorobą, która zakończy nasze życie. Ten fakt, choć trudny do zaakceptowania, jest nieodłączną częścią ziemskiej wędrówki. Dla wielu jest to temat niewygodny, od którego wolą uciec, a o dniu śmierci, wolą myśleć powierzchownie – ale czy powinniśmy się bać tego, co nieuniknione? W duchu katolickim choroba, cierpienie i śmierć to nie tylko zakończenie doczesności, ale także moment, w którym możemy odkryć ich głębszy sens i przygotować się na wieczność.
Każdy z nas zachoruje na śmiertelną chorobę, jeśli nie umrze nagle
To zdanie może brzmieć jak surowa diagnoza, ale jest prawdą, którą warto w sobie przyjąć. Współczesny świat często unika rozmów o śmierci, zamiast tego karmiąc nas iluzją wiecznej młodości i zdrowia. Jednak ciało, którym się posługujemy, jest śmiertelne. Bez względu na to, jak bardzo o nie dbamy, przyjdzie moment, gdy jakaś choroba zakończy jego funkcjonowanie.
Uświadomienie sobie tego faktu to nie powód do smutku, lecz zaproszenie do refleksji. Skoro śmierć jest pewna, a choroba (cierpienie) towarzyszy jej w większości przypadków, warto zastanowić się nad tym, jak nadać sens tym doświadczeniom.
Choroba – czas próby i łaski
Dla chrześcijanina choroba nie jest wyłącznie ciężarem czy karą, ale czasem wyjątkowej łaski. To moment, w którym możemy zbliżyć się do Chrystusa, uczestnicząc w Jego cierpieniu. To także moment, gdzie najszybciej możemy zadośćuczynić za nasze grzechy, unikając wielkiej kary czyśćcowej.
Święci wielokrotnie podkreślali, że właśnie w chwilach bólu najpełniej doświadczamy obecności Boga, który nigdy nie opuszcza swoich dzieci.
Święta Teresa z Lisieux, która sama cierpiała na gruźlicę, pisała: „Cierpienie jest najkrótszą drogą do Nieba”. To dlatego, że w cierpieniu możemy złożyć ofiarę – za siebie, za innych, za dusze czyśćcowe. W tradycji katolickiej cierpienie nie jest bezsensownym bólem, ale walutą, którą możemy zanieść na tamten świat.
Cierpienie jako waluta nieba
Jedyną rzeczą, którą możemy zabrać na wieczność, jest to, co oddaliśmy z miłością. Cierpienie przeżywane w duchu wiary staje się najcenniejszym darem, jaki możemy ofiarować Bogu. To właśnie ta „waluta” sprawia, że nasze dusze mogą się oczyszczać, a nasze życie zyskuje głębszy sens.
Jednak, jak każda waluta, cierpienie potrzebuje właściwego pośrednika. Kto lepiej przekaże nasze ofiary Bogu, jeśli nie Jego Matka? Najświętsza Maryja Panna, współcierpiąca z Chrystusem pod krzyżem, zna wartość bólu. Jej oddanie i miłość sprawiają, że jest najlepszą pośredniczką, która może pomóc nam przemienić nasze cierpienia w łaski – zarówno dla nas, jak i dla innych.
Oddaj swoje cierpienie Maryi
Aby nasze cierpienia mogły przynieść owoce, najlepiej złożyć je w ręce Maryi. Tradycyjni katolicy często polecają modlitwę ofiarowania się Matce Bożej, prosząc, by to Ona zarządziła naszymi trudami. Taka ofiara staje się aktem ufności – nie polegamy na własnych siłach, ale pozwalamy, by Maryja wykorzystała nasze cierpienia w najlepszy sposób.
Przywołajmy przykład Świętego Ludwika de Montfort, który uczył, że wszystko, co ofiarujemy przez Maryję, staje się stokroć bardziej wartościowe w oczach Boga. Gdy przeżywamy chorobę lub inne trudności, warto modlić się tymi słowami:
„Maryjo, Matko moja, ofiaruję Ci to cierpienie na chwałę Bożą i dla zbawienia dusz. Uczyń z nim, co uznasz za słuszne.”
Przygotowanie na nieuniknione
Uświadomienie sobie, że śmiertelna choroba jest częścią naszego życia, nie musi być powodem do lęku. Wręcz przeciwnie – to wezwanie do głębszego przeżywania wiary. Kiedy przyjmujemy cierpienie jako dar, a nie jako przekleństwo, stajemy się uczestnikami dzieła zbawienia.
Pamiętajmy, że każda minuta ofiarowanego cierpienia skraca nasz czas w czyśćcu, zadośćczyni za nasze grzechy, pomaga bliskim i buduje naszą nagrodę w Niebie. W obliczu takiej perspektywy choroba i ból nie są już bezsensownym ciężarem, ale cennym darem, który możemy złożyć w ręce Maryi.
Nie bój się tego, co nieuniknione – zamiast tego, przygotuj swoje serce. Ofiarowuj swoje cierpienia i przyjmuj je z ufnością. W końcu to, co wydaje się ziemskim końcem, jest tak naprawdę początkiem życia wiecznego.
Komentarze
Laudetur Iesus Christus
Modlitwa Ojca św. Piusa X o dobrą śmierć
O Panie Boże mój, już teraz dobrowolnie przyjmuję z Rąk Twoich z zupełnem poddaniem się Tobie, ten rodzaj śmierci, który podobać Ci się będzie mi zesłać, wraz ze wszystkimi smutkami, trudami i boleściami, jakie mu towarzyszyć będą.
(Kto po Spowiedzi i Komunii Św. tę modlitwę przynajmniej raz w życiu odmówi, zyska w godzinę śmierci Odpust zupełny. Pius X 9 marca 1904r.)
Z Panem Bogiem
Pięknie napisane, a brakuje mi tutaj wspomnienia o modlitwie o dobrą śmierć, która jest równie ważna jak oddawanie cierpienia, a zapomniana w naszych czasach.
Oj tak, ma pani rację
Zdając sobie sprawę z własnej śmiertelności możemy prawdziwe żyć.
Wpis miał być małą rozkminką wokoło odkrywczej myśli która do mnie ostatnio dotarła przy okazji śmierci dziadka: każdy z nas będzie chorować śmiertelnie, jeśli nie umrze nagle.
Zawsze wiedziałem że umrę, wiedziałem że trzeba żyć tak, jakby każdy dzień był ostatnim, ale dopiero uświadomienie sobie, że to nie będzie tak, że po prostu zasnę (nawet bym nie chciał, bo chcę się przygotować do śmierci sakramentami). Kiedyś zapadnie ten wyrok u lekarza czy w szpitalu i śmiertelna choroba zacznie toczyć moje ciało…
Ta świadomość jest w pewnym sensie uwalniająca. Skoro nie mam złudzeń że będę chory, to już teraz mogę pracować nad akceptacją tego faktu i układaniem tego w mojej głowie. Wcześniej, z racji tego nie sie dobrze nad tym nie zastanawiałem, miałem błędne przekonanie, że śmiertelna choroba dopada jakiś procent pechowców…
Ja uważam, że choroba i starość to szansa na zbawienie. Czasami jest to ostatnia deska ratunku dla naszej duszy. Szansa nie tylko dla chorych lecz także dla zdrowych, którzy muszą opiekować się starymi i zchorowanymi rodzicami lub swoimi niepełnosprawnymi dziećmi. Cierpliwe znoszenie bólu i pokorne ofiarowanie go Najświętszej Mryji Pannie może pomóc nam w uświęceniu, rodzinie i znajomym w nawróceniu, a duszom czyścowym w zbawieniu.Trzeba się na to przygotować, żeby jak najlepiej wykorzystać ten czas choroby, bólu i cierpienia.