ZMIENIONE CELE MAŁŻEŃSTWA

15.06.2025

Czy wiesz, że to co najprawdopodobniej myślisz o małżeństwie ma swoje źródło bardzo świeżej zmianie w Kościele (świeżej, ponieważ kilkadziesiąt lat w historii Kościoła to zaledwie chwilka)? Na Soborze Watykańskim II do głosu, i to bardzo głośnego, doszli moderniści. W Kościele rozpoczęły się zmiany. Niedługo po tym, w roku 1983 w Kodeksie Prawa Kanonicznego pojawił się nowy, rewolucyjny wręcz zapis na temat małżeństwa.

Wszyscy byliśmy przez to nowe nauczanie Kościoła połączone z setką komedii romantycznych czy filmów miłosnych, które obejrzeliśmy, wychowywani do postrzegania małżeństwa jako czegoś czym ono nie jest. Obecnie w Kościele trwa kilkudziesięcioletni już okres aggiornamento, dostosowania do tzw. czasów współczesnych, jakby czasy współczesne różniły się czymkolwiek od czasów niewspółczesnych. Zgniłe owoce aggiornamento są widoczne nawet dla najbardziej opornych propagatorów tzw. Kościoła Nowego Adwentu. Skutkiem tych rozpaczliwych prób dostosowania Kościoła do gustów tzw. człowieka współczesnego jest zwrot uwagi z wcześniejszego obiektu kultu, czyli Pana Boga, na nowy obiekt kultu, czyli człowieka. Czysty antropocentryzm, który nie tylko jest herezją, ale też w zasadzie synonimem satanizmu.

Św. Augustyn, określając cele małżeństwa stwierdził, że są to dobra dla których małżeństwo jest dobre - potomstwo, wierność małżeńska, sakrament. Następnie papież Pius XI nauczał, że pierwsze miejsce pomiędzy celami małżeństwa zajmuje potomstwo. Z kolei Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku dobitnie wyraził i ustawił w hierarchii cele małżeństwa, stwierdzając, że celem głównym małżeństwa jest rodzenie i wychowanie potomstwa. Drugim celem jest wzajemna pomoc. Dopiero w 1983 roku, czyli naprawdę przed chwilą, pojawił się zapis o ukierunkowaniu małżeństwa ku dobru małżonków, co było, jakże zgodnym z tzw. duchem czasu, przełamaniem w ustawodawstwie kościelnym tradycyjnej doktryny o celach małżeństwa.

Ta zmiana zaowocowała niezliczonymi dramatami ludzkimi, zarówno mężów i żon jak i ich potomstwa. Jeżeli ktoś wchodzi w małżeństwo z przekonaniem i oczekiwaniem, że ta druga strona będzie teraz nakierowana na mnie i moje dobro, będzie dawała mi uwagę i będzie słońcem, dzięki któremu będzie ciepło i jasno w moim życiu, to jaka może być bardziej bezpośrednia przyczyna niezliczonych rozpadów małżeństw? Przecież druga strona zawsze okaże się inna niż ja bym chciał, a człowiek, nawet najświetniejszy, nie zaspokoi tkwiących w nas pragnień Prawdy, Dobra i Piękna, które zaspokoić może jedynie tych pragnień Stwórca.

Jeżeli natomiast na pierwszym miejscu jest stworzenie rodziny, zrodzenie i wychowanie potomstwa i oboje małżonków rozumie, że ich małżeństwo jest absolutnie nierozerwalne, wtedy źródłem radości, dumy i słońca jest dom i rodzina, które wspólnie stworzyliśmy, a nie to jak jak się czuję w relacji z tą osobą, bo to jest i zawsze będzie bardzo zmienne. I nie, mój Drogi Czytelniku, nie twierdzę, że mężczyzna ma nie kupować żonie kwiatów czy też uczyć się jej bez przerywania i doradzania słuchać, a kobieta nie ma doceniać mężczyzny i próbować to prostsze od siebie stworzenie zrozumieć... Oczywiście trzeba to robić, dla wspólnego celu jakim jest dobry dom i dobrze uformowane potomstwo. Szczęście własne nie jest celem małżeństwa, a jedynie efektem ubocznym właściwej hierarchii celów.

Potomstwo. Wierność. Właściwa hierarchia celów w małżeństwie pociągnie za sobą szczęście. A przynajmniej tyle jego okruchów ile jest za ziemskiego życia możliwe.

Komentarze