WADY DEMOKRACJI

06.05.2025

Główną wadą demokracji jest fakt, że wyborcy nie są mądrzy. Słowa takie mogą wywołać sprzeciw lub wręcz oburzenie - jak można mówić tak o innych ludziach? Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na pewną powszechnie stosowaną manipulację.

Jedną z metod działania marksizmu jest czynienie wspólnym tego, co indywidualne (o tym wie chyba każdy) jak również (o czym już wie nie każdy) ukazywanie tego co wspólne, jako coś indywidualnego. Niemal prywatnego. Na pewno osobistego. Przykładem jest sposób mówienia o ideologii LGBTQ i wszystkie inne literki. Gdy mówi się o trendach dotyczących całego zjawiska, każdy lewicowy rozmówca jest wyszkolony do błyskawicznego przeniesienia ciężaru rozmowy na jednostki. I dokładnie ten sam mechanizm powoduje, że słowa o głupocie wyborców mogą u kogoś wywołać opór, bo jakże tak mówić o głupocie Stefana, czy Pani Haliny. Ktoś, kto tak mówi, musi się wynosić.

Tymczasem mowa nie jest o jednostkach ale o masach i niewłaściwie jest, analizując masy, odnosić się do Stefana czy nawet Pani Haliny. Oni mogą mieć mądrość. Natomiast masy mają niestety to do siebie, że - chyba można tak powiedzieć - ogłupia się je masowo właśnie, a już "pomądrzać" można jedynie jednostki. Co do masy, wyborcy są niemądrzy i nie trzeba do tego analizować poglądów jednostek. Wystarczy logika. Skoro media masowego (to słowo jest tu ważne) przekazu są w rękach ludzi, którym na rękę jest masowa głupota, naiwną byłaby nadzieja na jakiekolwiek masowe przejawy mądrości. Człowiek nie staje się mądry sam z siebie, jest to efekt pracy. Skoro masowo jesteśmy od najmłodszych lat ogłupiani, nie powinno nas oburzać stwierdzenie, że MY WYBORCY JAKO MASA JESTEŚMY GŁUPI, nawet jeżeli są w tej masie jednostki mądre.

To wielka wada demokracji, a jedyna droga wyjścia z tego problemu niestety, w moim rozumieniu, wiedzie przez cierpienie. Dopiero gdy masy zaczynają cierpieć, dotrzeć można do ukrytego w jednostkach, często bardzo głęboko, elementu mądrości, gdyż w cierpieniu po pierwsze spada tendencja do mędrkowania, po drugie, z jakiegoś powodu, następuje większa responsywność na prawdę. Osobę w trudnej sytuacji trudniej jest politykowi omamić. Mowa jednak o sytuacji obiektywnej, nie wewnętrznej, jak w przypadku np. cierpiącej dziewczyny, która chce być chłopakiem albo cierpienia spowodowanego lękiem przed kryzysem klimatycznym. Dopiero w trudnościach obiektywnych umysł, choć w pewnym stopniu, trzeźwieje i łatwiej trafić tam z prawdą.

Już dziś coraz więcej ludzi odczuwa docisk finansowy. To jest rzeczywistość obiektywna, a nie wrażeniowa. Siły fałszu spieszą się, by wyhodować ludzi szukających zaspokojenia, które jest tanie, jak tani alkohol czy stosunkowo tania subskrypcja Netflixa. Jednak ojcowie i matki, ludzie mający rodzinę, w którymś momencie finansowy docisk zaczną postrzegać jako problem, którego alkohol i Netflix nie rozwiązują. Oby wtedy byli na scenie politycznej ludzie, którzy będą mówić ludziom prawdę i tylko prawdę. Do tego czasu, nawet najbardziej prawy polityk wie, że zupełnie bez kłamania się nie da. Bo masy wciąż są niemądre. Bo taka jest demokracja.

Komentarze