PONTYFIKAT FRANCISZKA

28.04.2025

Dość często nawiązywałem do podobieństw pomiędzy rewolucją woke'istowską w świecie a rewolucją modernistyczną w Kościele. Pierwsza służy pozbawienia człowieka jakichkolwiek narzędzi oraz - co jeszcze gorsze - pobudek, by postawić się Wielkiemu Resetowi, tzw. Nowemu Porządkowi Świata (można by dodać - Świata Zachodniego). Co więcej, ludzie ci nie tylko nie postawią się Wielkiemu Resetowi, oni będą jego siłą napędową.

Podobnie jak w poprzednich wielkich rewolucjach, wąskie grono architektów danej rewolucji potrzebuje siły do jej przeprowadzania. Tą siłą kiedyś był proletariat, jakim była uciśniona klasa robotnicza, dziś jest nią proletariat, jakim jest każdy uciśniony człowiek, czy to osoba LGBTQ, czy jakakolwiek inna literka, czy ktoś przerażony przyszłością planety, czy kobieta, której ktoś chce zakazywać robić czegoś z - jak się jej błędnie wydaje - jej ciałem. Siłą współczesnej rewolucji są wszyscy, którzy czują jakąś opresję oraz wszyscy, którzy się z tamtymi solidaryzują, bo są przecież zarówno tolerancyjni jak i empatyczni.

Wiemy już zatem czemu służy religia woke'izmu. A czemu służy herezja modernizmu w Kościele? I tutaj mam nowe przemyślenia, które poddaję pod Twoją, mój Drogi Czytelniku, ocenę. Do tej pory uważałem i twierdziłem, że Kościół zainfekowano modernizmem jedynie po to, żeby go zneutralizować. Wszystkie rewolucje największą przeszkodę napotykały w ludzkiej wierze w świat nadprzyrodzony, a im bardziej ta wiara spójna i niezachwiana, tym większy sceptycyzm wobec rewolucyjnych haseł i większa siła żeby rewolucji śmiać się w twarz, nawet gdy przychodzi zabić. Poprzednie rewolucje chciały Kościół zniszczyć. Do tej pory uważałem i twierdziłem, ze obecna rewolucja przestała Kościół niszczyć od zewnątrz, wpuściła truciznę do środka i czeka, aż Kościół sam zniszczy się od wewnątrz. Jest to proste i spójne wytłumaczenie rzeczywistości.

Pytanie, czy nie nazbyt proste. A może... Może zniszczony ma być jedynie Kościół przez duże "K", natomiast "kościół", czyli struktury, niektóre zwyczaje, budynki, może to wszystko ma stać się częścią składową Nowego Porządku Świata? Czy ciągłe gesty przyjaźni zmarłego niedawno papieża Franciszka wobec wszystkich religii (oczywiście poza katolicką), otwieranie przez niego domu abramicznego w Abu Zabi, gdzie kościół stoi w szeregu z meczetem i synagogą, pisanie adhortacji z imamami i prawosławnymi, modlitwy z Indianami i krisznowcami, czy to wszystko nie było budowaniem już tu i teraz nowej religii światowej? Być może nie brzmi to odkrywczo, bo wiele jest takich sygnałów, że widzimy kładzenie podwalin pod jedną wspólną światową religię.

Dla mnie jednak odkrywcze jest to, że nie wygląda to na projekt na sto lat od dziś, a raczej na 2-3 pokolenia. Dziś jeszcze tę religię z prychnięciem człowiek by odrzucił. Ale czy już nie są hodowani ludzie, którzy przyjmą ją bezkrytycznie? Kult dobroludzizmu, kult stworzenia, kult energii, kult boga przez małe b (czyli wiecie, tak ogólnie coś z gwiazdami i drzewami), kult wszechświata, kult planety... W skrócie - kult antychrysta. Czy za chwilę nie będzie tak, że zamiast z ludźmi o innym światopoglądzie, trzeba będzie się nam mierzyć z ludźmi o innym, bardzo silnym wyznaniu? Dlatego już nie myślę, że modernizm służy zniszczeniu Kościoła, ale jego przejęciu i wykorzystaniu do własnych celów - stworzenia rzesz wyznawców jakiegoś bliżej nieokreślonego dobra, którzy nie tylko nie postawią się Wielkiemu Resetowi, ale oddadzą mu siłę swoich rąk, umysłów i gardeł.

Obawiam się, że w Watykanie są dziś osoby, które widzą to właśnie w ten sposób, tyle że bez przestrachu. A wręcz przeciwnie.

Komentarze