ZWIEDZENIE MODERNIZMEM

23.04.2025

Pontyfikat papieża Franciszka przyczynił się do wzrostu liczby katolików świadomych faktu, że katolicyzm jest w samym Kościele zawzięcie atakowany. Nie wszyscy jeszcze widzą Sobór Watykański II jako punkt zwrotny. A przecież nawet sam Paweł VI, papież współodpowiedzialny za otwarcie drzwi Kościoła modernizmowi, papież, który zniósł w Kościele wymóg składania przez duchowieństwo przysięgi antymodernistycznej, mówił: "W Kościele wybiła niespokojna godzina samodestrukcji. To karkołomny zwrot, którego po Soborze nikt by się nie spodziewał. Wygląda na to jak gdyby Kościół sam sobie zadawał rany".

Czy jednak ktoś widzi źródła destrukcji w Soborze czy nie, coraz więcej osób zauważa, że najwięksi wrogowie Kościoła piastują w nim niektóre z najbardziej wpływowych urzędów. Analiz tego, co architekci i implementatorzy Soboru zrobili kilkadziesiąt lat temu i co ich następcy robią dziś, znaleźć można wiele. Wskazywanie przywódców antykatolickiego przewrotu jest bardzo pożyteczne, natomiast rzadziej mówi się o innej grupie - o ofiarach tej destrukcji, czyli o wiernych. Jest niestety tak, że ofiary te, oprócz zagrożenia dla samych siebie, stanowią też w pewnym sensie zagrożenie dla innych. Spójrzmy na ideologie rządzące dziś światem. Gender - każdy zwiedziony przez tę ideologię po pierwsze szkodzi sobie, po drugie staje się narzędziem tej ideologii, jej orędownikiem. Klimatyzm - oprócz szkód własnych, jak strach, porzucenie rozumu czy jedzenie drewnianym widelcem, osoba zwiedziona klimatyzmem staje się apostołem tego zwiedzenia. Jest tak w przypadku każdej ideologii.

Wróćmy do Kościoła - czy w przypadku modernizmu nie jest tak samo? Czy wierny zwiedziony tą herezją nie jest jednocześnie ważnym trybikiem w tej niszczycielskiej machinie? Ktoś może pomyśleć: że takie stawianie sprawy jest pozbawionym miłości okrucieństwem. Na to odpowiedziałbym, że po pierwsze nie mówiłem nic o odpowiedzialności, bo w przypadku każdej osoby w pełni znana jest ona tylko Bogu, a po drugie... no właśnie. Pozbawionym miłości. Jednym z elementów modernizmu jest zmiana znaczeń słów. I tak miłość dziś myli się z aprobatą postępowania, podczas gdy prawdziwe znaczenie tego słowa jak najbardziej dopuszcza miłowanie kogoś przy jednoczesnej dezaprobacie dla jego postępowania, wyrażanej czasem na głos, co - choć niemiłe - stanowi akt miłości, gdy czynione jest z troski o dobro tej osoby.

A zatem - czy każdy katolik zwiedziony przez modernizm jest trybikiem tej niszczycielskiej machiny, wykorzystywanym przez modernistów? Myślę, że tak. I że architekci tej herezji, podobnie jak architekci gender, nie dbają o to, co potem stanie się z tym trybikiem. Niech spełni swoją rolę, potem się go zużytego wyrzuci. Wrogowie Kościoła w swoim dziele destrukcji wykorzystują katolików, a losy ich dusz są im w najlepszym wypadku obojętne. Dziwi mnie, że nie wywołuje to silniejszego oporu. Tutaj idzie o wieczność, a nie o przyziemne spory i przekomarzanie się czy fajniejszy jest charyzmatyk z gitarą czy tzw. trads. To nie są kluby sportowe, w których kibicuje się ulubionemu. Ktoś zdradził święty depozyt nauczania Kościoła i źle naucza ludzi, co przez wielu mądrych ludzi, hierarchów, księży i świeckich wiernych nauczaniu katolickiemu wskazywane jest jako wielkie zagrożenie dla dusz tych ludzi po śmierci.

Dlatego trzeba uświadamiać ludziom prawdę o trwającym kryzysie. Fakt, iż Pan Bóg na końcu wrogów Kościoła zwycięży, nie znaczy że wrogowie ci do chwili swojej klęski nie pociągną w czeluści niezliczonych dusz. Dlatego ludzi należy uświadamiać, a żeby nie popadli w lęk, przypominać im o dwóch ostatnich lekarstwach, jakie w Fatimie Bóg dał przez Maryję światu: różaniec i nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Korzystając z Jej wstawiennictwa, uczciwy rozum dotrze do skarbów Tradycji Katolickiej, w tym do największego - Mszy Świętej Wszechczasów. To nie tylko będzie ratunek dla nich, ale też przestaną oni stanowić zagrożenie dla innych.

Komentarze