Z MIŁOŚCI DO PANA BOGA

21.04.2025

Chrystus zwyciężył świat. Z perspektywy wieczności walka jest wygrana. Nam, ludziom, zgodnie z wolą Pana Boga przyszło jednak żyć w czasie i brać w tej walce udział. Dla człowieka, jeżeli dobrze to rozumiem, walka nie toczy się o ostateczne zwycięstwo Chrystusa, gdyż to już jest zapewnione, ale o to po której stronie tej walki stanie.

Czy skorzysta z wielkiego przywileju, jakim jest możliwość walki po stronie Chrystusa? Walka ta toczy się zarówno w duszy jak i w działaniu, a jedno z drugim jest nierozerwalnie złączone. Jeżeli dobrze to rozumiem, nie można wygrać walki w duszy, a następnie nie podejmować odpowiednich działań dla Królestwa Niebieskiego. Natomiast podejmowanie działań, nawet skutecznych, ale bez zwycięstwa Chrystusa w duszy, czyli bez czynienia wszystkich tych działań z miłości do Pana Boga, choć może nawet przynieść pożytek pewnym dziełom ziemskim, ale - przepraszam za kolokwializm - nie nabija nam żadnych punktów wiecznych.

Za przykład weźmy pracę zespołu Sprawek Okiem Katolika. Załóżmy, że ktoś na tym korzysta. Według sygnałów tak właśnie jest. Czy to nabija, na przykład mi, punkty w niebie? Załóżmy, że ktoś w okresie przedświątecznym bardzo pomógł w sprzątaniu świątyni, szorował, odnawiał, kupił kwiaty. W trakcie Triduum świątynia wyglądała pięknie. Czy osoba ta zdobyła z tego powodu punkty w Niebie? Papież Franciszek niezmiennie przedstawia religię katolicką jako religię służby człowiekowi. Załóżmy zatem, że ktoś pomaga ludziom. Jedni bezdomnym. Inni ubogim dzieciom. Jeszcze inni samotnym matkom. Czy te dobre czyny nabijają komukolwiek punkty na wieczność?

Załóżmy, że jakiś świadomy lub nieświadomy ksiądz-modernista dopuści się czegoś skandalicznego, jak niegdyś w Katowicach, gdy ksiądz powiedział, że wszystkich stojących w kolejce do konfesjonału prosi się, aby teraz przystąpili do Komunii, a do spowiedzi poszli po Mszy i że ktoś, na przykład Dawid Mysior, pokaże to publicznie, omówi, wykaże błąd, wzbudzi odpowiednie reakcje słuchaczy. Czy w ten sposób zdobył choć jeden punkt w niebie? Pytanie to dotyczy każdego dobrego uczynku, każdego działania dla dobra i dla prawdy. Odpowiedź na pytanie, ponownie przepraszam za kolokwializm, czy nabija to jakiekolwiek punkty w niebie, brzmi: to zależy. Zależy to od intencji.

Czy Zespół Sprawek Okiem Katolika działa z miłości do Boga, czy też wchodzą tu inne motywatory? Czy osoba sprzątająca świątynie robiła to z miłości do Pana Boga, czy też z pragnienia uznania, aprobaty, wdzięczności ze strony proboszcza i współwiernych? Czy pomoc bezdomnym jest z miłości do Pana Boga, który nakazał miłować bliźniego, czy też z chęci poczucia się dobrym? Czy obnażanie skandali w Kościele jest czynione z miłości do Pana Boga, a przez to Kościoła, czy też z pragnienia posiadania racji i poczucia triumfu? Powstaje pytanie: a co jeżeli motywacje są mieszane? Sprzątam kościół bo kocham Pana Boga, ale też spodziewam się podziękowań z ambony? Nie wiem czy takie pomieszanie motywacji w ogóle jest możliwe, ale jeżeli jest to - jeżeli dobrze to rozumiem - tylko ta część czyniona z miłości do Pana Boga jest dla nas pożytkiem na przyszłość.

Jest to coś, co warto często sobie przypominać - wiem, że jest tak w moim przypadku. Cokolwiek robię, chcę robić z miłości do Pana Boga, a wszelkie owoce doczesne, nawet słodkie, są jedynie efektem ubocznym. Gdy stają się celem - podpadam pod kategorię "ci otrzymali już swoją nagrodę" więc chyba na żadną inną nie ma co liczyć. Cokolwiek robimy, starajmy się robić tylko z miłości do Pana Boga.

Mój Drogi Czytelniku, jeżeli masz chęć napisz, czy ma to dla Ciebie znamiona sensu.

Tagi: katolicyzm

Komentarze