Kościół katolicki zawsze finalnie zwycięża. Dzieje się tak z jednego jedynego powodu - gdyż jest to jedyny Kościół niewymyślony przez człowieka, a założony przez Boga. Patrząc z perspektywy wieczności, Kościół już zwyciężył. Patrząc z perspektywy naszej, czyli teraźniejszości Kościoła Walczącego, katolików żyjących w czasie, w różnych czasach, w różnych miejscach na ziemi, Kościołowi Walczącemu może iść lepiej lub gorzej.
Ostatnie dziesięciolecia należały do tych gorszych lub - jak mówią niektórzy mądrzy ludzie - najgorszych, gdyż wrogowie Kościoła, antychryst, po wiekach atakowania Kościoła z zewnątrz, które finalnie bardziej Kościół wzmacniało niż osłabiało, weszli na wyższy poziom toczenia tej wojny i przypuścili atak od wewnątrz. Człowiek żyjący w czasie nigdy nie wie ile jeszcze pożyje ani jak długo jeszcze będzie trwał świat. Nigdy więc nie wie, czy jemu samemu - czy nawet światu - dane będzie jeszcze zobaczyć jakieś odwrócenie trendu. Ataki na Kościół od zewnątrz Kościół finalnie wzmacniały. Czy ten wyższy poziom toczenia wojny, czyli atak od wewnątrz, może przynieść wrogom Kościoła ich upragnione zwycięstwo? Czy do końca czasów Kościół już będzie w odwrocie, w katakumbach, bez większego wpływu na świat, na prawa, normy, sposób w jaki funkcjonują społeczeństwa?
Dokładnie taki cel przyświeca wrogom Kościoła Świętego. W krajach dzikich trwają otwarte prześladowania chrześcijan. W krajach cywilizowanych, a słowo to przynależy do krajów post-chrześcijańskich, gdyż to właśnie chrześcijaństwo je cywilizowało, od prześladowania skuteczniejsza okazała się podmiana - w miejsce Kościoła katolickiego w szatańsko-sprytny sposób postawiono coś katolickiego już tylko z nazwy. Z tymi samymi strukturami. Z tymi samymi świątyniami. Z podobnym, ale jednak zupełnie innym nauczaniem. Z podobną, ale jednak zupełnie inną Mszą. I z zupełnie inną wiarą. Wiarą niegroźną dla wrogów Kościoła.
Kościół katolicki zawsze finalnie zwycięża. Pan Jezus powiedział, że bramy piekielne go nie przemogą. Obietnica ta w swoim absolutnym minimum oznaczałaby, że do końca świata będzie co najmniej jeden ksiądz, który będzie codziennie odprawiał katolicką, czyli tradycyjną Mszę świętą. Do niedawna wizja katakumb i dusz katolickich jako zupełnych resztek, promili w społeczeństwach wydawać się mogła bardziej realistyczna niż pesymistyczna. Tymczasem obecnie można obserwować trendy dające nadzieje na rzeczywistość mniej mroczną. W świecie można zaobserwować duże oznaki przemęczenia lewactwem i chęć stawienia mu oporu. W Kościele można zaobserwować oznaki przemęczenia modernizmem, który swoją płynnością, rozlazłością, nieokreślonością i wewnętrzną sprzecznością naprawdę może zmęczyć. Przebudza się Tradycja katolicka, czy też po prostu KATOLICYZM.
Nie wiemy ile jeszcze potrwa świat, ale Pan Bóg duszom wiernym Sobie nigdy nie skąpi łask. Czy nie byłoby wspaniale widzieć kiedyś powrotu chwały Kościoła również na ziemi? Widzieć triumf prawdy nad całym bełkotem modernizmu? Widzieć triumf prawdy nad całym bełkotem marksizmu? Choć, parafrazując słowa św. Teresy z Avila, naszym zadaniem nie jest to osiągnąć, ale jest o to każdego dnia walczyć, to czy nie byłoby odrobinę łatwiej walczyć, gdyby widziało się pewne oznaki postępów?
Mój Drogi Czytelniku, czy nie uważasz, że byłoby pięknie zobaczyć tryumf katolicyzmu, podobnie jak dzisiejszej nocy będziemy świadkami tryumfu Chrystusa nad złem, grzechem i śmiercią?
Komentarze
Są pewne oznaki postępów: więcej miejsc, gdzie odprawiana jest Msza tradycyjna oraz chętni do jej sprawowania.
Bacz, byś nie miał lekkiego życia.
Przeszedłeś być może przez życie bez walki. Ale nikt się wtedy nie dowie ani nawet ty sam, co potrafisz.
Kim jestem,Bóg wie! Kim się stanę wg Jego Woli to mnie w tym podźwignie...Katolik Tradycyjny wspomaga innych nawet w nowum,nie neguje lecz pomaga i zaprasza..