Przyjrzyjmy się jeszcze raz czasom, w których żyjemy. Dość często (choć na szczęście coraz rzadziej) w komentarzach pod naszymi materiałami czytamy, że straszne rzeczy, że nie ma nadziei i tym podobne. Tymczasem jestem przekonany, że właśnie od pełnego rozpoznania i świadomości tego co dzieje się ze światem (i niestety z Kościołem) rozpocząć warto pełną nadziei i zapału drogę odbudowy. Gdy nie wie się co i jak, naturalne może być poczucie niepokoju i beznadziei. Gdy trafnie diagnozuje się chorobę, wtedy już nie ma miejsca na niepokój, a jest czas leczenia.
Wszystko co dzieje się na świecie postrzegać można z kilku perspektyw: zbawienia własnej duszy, zbawienia duszy najbliższych oraz kondycji Kościoła dziś i w przyszłości. Warto chyba zrozumieć, że z perspektywy zbawienia własnej duszy ani świat ani błędy w Kościele nie mają nad nami panowania i tutaj im lepiej zrozumiemy błędy świata i błędy w Kościele, tym czujniej będziemy mogli zabiegać o zbawienie swojej duszy. Jeżeli chodzi o zbawienie dusz naszych najbliższych, tu zgoda, że kłamstwa świata i błędy w Kościele mogą nas niepokoić, bo jest ryzyko, że nasi najbliżsi dadzą się zwieść. Tu jednak również nasza świadomość tego na czym owo zwiedzenie może polegać może nam jedynie pomóc, by chronić najbliższych własnymi staraniami jak też - a raczej przede wszystkim - by modlić się za nich, żeby byli katolikami.
I wreszcie kondycja Kościoła dziś i na przyszłość. Tutaj również tylko pełne rozpoznanie sytuacji może być punktem wyjścia do naprawy. I nie można tu umniejszać roli żadnego szeregowego wiernego, gdyż wyposażony w wiedzę i - daj Panie Boże - potrzebne cnoty, będzie on w stanie rozmawiać z ludźmi (może nawet z kapłanami) i przede wszystkim modlić się za Kościół, by na powrót stał się wierny swojemu własnemu nauczaniu. W historii były już momenty, że sprawa dla Kościoła wydawała się dramatyczna. Św. Hieronim pisał, że w pewnym momencie świat chrześcijański wydał jęk grozy, stwierdzając, że jest ariański. Podobnie w XVI wieku 1/3 Europy, można powiedzieć nagle obudziła się jako protestancka, czyli heretycka. Dziś warto pomyśleć, że przeciw arianizmowi walczyli już tylko nieliczni i że sprawa wyglądała dramatycznie, a przecież dzisiaj nie ma już arianizmu, a ekskomunikowani wtedy jego przeciwnicy dziś są świętymi Kościoła.
Dlatego tak ważna jest znajomość historii, gdyż z punktu widzenia jednostki obecne wydarzenia są od zawsze (modernizm od kilkudziesięciu lat) i pewnie na zawsze, bo moderniści dzierżą władzę w Kościele i dbają o to, żeby była ona kontynuowana. Ale już z perspektywy historii obecny kryzys to chwilka, i jeżeli świat i Kościół mają jeszcze poistnieć, lata 20-ste XXI wieku mogą być kiedyś postrzegane jako moment przebudzenia. Ważne, żeby budzili się wielmożni tego świata, bo potrzebna jest cnota wielmożności - bez pieniędzy trudno budować struktury, które miałyby być przyczółkami prawdy i blokami startowymi do przywracania społecznego panowania Chrystusa. A nam wszystkim niech nie brakuje cnót cierpliwości, długomyślności i stałości w staraniu o powrót prawdy, zarówno do pogrążonego w mroku świata jak i - przede wszystkim - do Kościoła.
Ta sprawa nie jest beznadziejna. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie.
Komentarze
Bez normalnego płodzenia i wychowania dzieci, bez dbałości o dobro wspólne o wzajemną pomoc ,bez walki z pożądliwościami życie człowieka przestaje być ludzkie. Myślę, że nie trzeba być filozofem, aby to zrozumieć.