Dziś o depresji mężczyzn. Jest to temat niezwykle aktualny, gdyż szeroko rozumiane otoczenie sprzyja dziś wpadaniu mężczyzn w depresję, a świadomość mężczyzn na temat swojej własnej psychiki bywa naprawdę nikła. Przedmiotem tej rozprawki nie będzie szerokie omówienie objawów depresji czy symptomów, że się zbliża oraz metod jej leczenia. Tutaj chciałbym rozprawić się z częstymi błędami rozumowymi, które stanowią zagrożenie dla mężczyzn, a co za tym idzie dla ich żon i dzieci.
Błąd pierwszy: używanie słowa depresja naprzemiennie raz w rozumieniu potocznym, czyli dół, chandra, gorszy dzień, i raz w rozumieniu medycznym, czyli choroba, zaburzenie działania neuroprzekaźników w mózgu. Brak tego rozróżnienia jest powszechny i bardzo groźny, gdyż stanowi ryzyko, że bagatelizując objawy, mężczyzna sam siebie doprowadzi do stanu depresji klinicznej.
Błąd drugi: przeświadczenie, że w depresję wpadają ludzi słabi. W depresję wpaść mogą ludzie wszyscy, a jeżeli chodzi o mężczyzn, najbardziej narażeni są ci o charakterze najsilniejszym.
Błąd trzeci: psychika jest poddana woli mężczyzny. "To kwestia nastawienia, biorę się w garść, więcej kawy, więcej docisku samego ciebie i kończymy gwiazdorzenie". Podczas gdy takie traktowanie psychiki przypomina sytuację faceta, który ma złamaną nogę i uznaje, że wystarczy siła woli, żeby znów haratać w gałę. Gdyby to nie było straszne, byłoby naprawdę śmieszne. Zwykłe przeziębienie potrafi przekonać mężczyznę, że świat się kończy i żaden nie próbuje walczyć z przeziębieniem siłą woli, a objawy depresji próbuje zwalczyć jeszcze większym napięciem wewnętrznym z okrzykiem "dam radę!".
Błąd czwarty: mylenie psychiki z duszą, podczas gdy - uwaga - psychice bliżej jest do naszej nogi niż naszej duszy.
Błąd piąty: objawy depresji to sprawa wstydliwa. To tak, jakby ukrywać przed światem, że mam złamaną nogę, bo to wstyd. Efekt taki, że chodząc rok ze złamaną nogą, próbując nawet grać w piłkę, możemy tę nogę okaleczyć o wiele dotkliwiej, ale nie tylko tę nogę, ale i resztę naszego ciała, które non stop dostosowuje się do chodzenia na złamanej nodze.
Błąd szósty: dbanie o swoją psychikę to u mężczyzny objaw skupienia na sobie, egoizmu. Mam żonę i dzieci, nie będę się cackał ze swoim dobrostanem. Podczas gdy cackanie się ze swoim dobrostanem jest często najlepszym, co można dla żony i dzieci zrobić. Z epizodu depresji można wychodzić pół roku, czasem rok… Lepiej, żeby dzieci jadły sam chleb z dżemem niż oglądały tatę w depresji.
Błąd siódmy: gdy pojawiają się objawy depresji, próba wyrwania się tego przez postawę w stylu "zmieniam swoje życie". Jest to niebezpieczny błąd, gdyż postawa taka przypomina szamotanie się w sieci, przez co sieć jeszcze bardziej się plącze. Najpierw bezruch. Zadbanie o psychikę. Odpoczynek. Dystans. I dopiero jak wróci ład w myśleniu, wtedy ewentualnie warto "zmieniać swoje życie".
Błąd ósmy: na chandrę i napięcia dobry jest kielich, podczas gdy alkohol to substancja narkotyczna z kategorii - uwaga - DEPRESANTÓW.
Błąd dziewiąty: katolikowi w depresji wystarczy modlitwa. Oczywiście, modlitwa pomaga nie tylko w depresji, ale we wszystkim. I to nie tylko pomaga, ale w ogóle umożliwia cokolwiek dobrego. Ale ograniczanie się do modlitwy jest w przypadku psychiki tym samym, co ograniczanie się do modlitwy gdy mamy złamaną nogę. Módlmy się i pójdźmy do chirurga. Oto reakcja rozumowa.
Mój Drogi Czytelniku, czy znasz mężczyzn w depresji? Być może sam jesteś jednym z nich? Czy popełniałeś do tej pory któryś z powyższych błędów w myśleniu?
Komentarze
Dotyczy błędu trzeciego. Nie można porównywać choroby psychicznej z choroba ciała. Dla mnie dużo pomocą z depresją ostatnio jest motto czyń to co czynisz.
Panie Dawidzie, bardzo dziękuję za ten felieton i trafne spostrzeżenia. Poproszę o więcej. Wiem, że w sieci jest mnóstwo treści dotyczących depresji u mężczyzn, jednak ważne jest dla mnie katolickie spojrzenie na ten temat.
Ze swojego doświadczenia powiem, że lata temu do wyleczenia depresji u mnie przyczynił się ksiądz w trakcie spowiedzi. Powiedział tak: „jeśli masz chora rękę, idziesz do lekarza, dlaczego więc nie pójdziesz do lekarza w związku z depresją?”
Uwaga, lekarz lekarzowi nierówny, trzeba się zorientować i trafić na sprawdzonego, to samo jeśli chodzi o terapię. Są na prawdę doskonali terapeuci i uważam, że nie kłóci się to w żaden sposób z modlitwą i z rozmową z kapłanem.