Dziś o jezuitach. Zgromadzenie założone przez św. Ignacego Loyolę niegdyś postrzegane było jako tama przeciw herezjom, a księża Towarzystwa Jezusowego trwali na najbardziej niebezpiecznych posterunkach misyjnych, gdzie ich praca sprowadzała rzesze dusz na łono Kościoła. Zakon miał też olbrzymi wpływ na rozwój nauki i sztuki. Ad maiorem Dei gloriam - tak brzmiało hasło św. Ignacego.
Przenieśmy się do XXI wieku. Główna twarz sześciokolorowej tęczy w Kościele, ojciec James Martin, nazywający parę gejów małżeństwem, to jezuita. Jezuitą jest drapieżca seksualny, ojciec Marko Rupnik. Jezuici prowadzą portal America Magazine, który można nazwać zatrutym źródłem samego zamętu. Wreszcie jezuitą jest papież Franciszek, którego dokonań z ostatnich 10 lat nie będziemy powtarzać. Jak do tego doszło? Co stało się ze zgromadzeniem chlubiącym się przecież ponad 40 świętymi i ponad 150 zakonnikami uznanymi oficjalnie za męczenników? Co stało się z zakonem niegdyś tak silnym i wiernym heroicznemu ideałowi służby Królestwu Chrystusowemu?
Być może, mój Drogi Czytelniku, tego nie wiesz (ja do niedawna nie wiedziałem), że w okresie przed rewolucją anty-francuską oświeceniowe siły w Europie za pomocą nacisków i intryg doprowadziły w roku 1769 papieża Klemensa XIV do likwidacji Towarzystwa Jezusowego, postrzeganego przez siły rewolucyjne jako intelektualnego wroga oświecenia. Towarzystwo reaktywował 45 lat później, przerażony fatalnym stanem duchowym i politycznym Europy, papież Pius VII. Według mojej na razie niepełnej wiedzy, wszystko wskazuje na to, że w wieku XIX zakon był jeszcze dość wierny swoim ideałom i obronie katolickiego porządku.
W wieku XX natomiast, umysł jednego jezuity, drugiego, kolejnego... zaczęły zarażać się wirusem modernizmu. Choroba zaczęła dotykać kolejnych domów, instytucji i prowincji zakonu, a jednym z jej najwyrazistszych przykładów był pogrążony w niekatolickim chaosie umysł heretyka, o. Teilharda de Chardin. Nie było jednak tak, że tradycjonaliści, czyli katolicy, w zakonie oddali pole bez walki. Natomiast niewprawieni i niemogący równać się z modernistami w intrygach i manipulacji w końcu ulegli. Może dziś w zakamarkach jezuickich klasztorów żyją jeszcze jezuici wierni ideałowi św. Ignacego, ale na powierzchni życia Kościoła ich nie widać. Co innego ich siejący zamęt modernistyczni współbracia, synowie permanentnej rewolucji.
Spójrzmy czym jest niekontrolowany rozwój idei rewolucyjnych. W przeciągu stulecia z bastionu katolicyzmu zakon zamienił się w zbiór rewolucjonistów, komunizujących intelektualistów, wyznawców duchowości NEW AGE, obrońców bliżej nieokreślonych praw gejów, głosicieli indyferentyzmu religijnego nazywanego mądrze ekumenizmem, wygłaszających coraz to nowe kontrowersyjne tezy i głoszących w miejsce katolicyzmu swoje antropologiczne bajki.
Ależ byłoby interesująco, gdyby kiedyś nastąpił proces odwrotny i podobnie jak kiedyś patogen modernizmu, teraz do Towarzystwa dostało się lecznicze serum, jakim jest Tradycja Katolicka, w skrócie KATOLICYZM. By odzyskać Towarzystwo Jezusowe dla... Jezusa.
Komentarze
Niestety, to prawda, wystarczy przejrzeć portal Deon.
Myślę, że jednym ze źródeł takiej, ultramodernistycznej postawy jezuitów była / jest ich (wpajane prze wieki) przekonanie, że MUSZĄ być zawsze w awangardzie. Niegdyś, w awangardzie walki z herezją i obrony Kościoła, dziś w awangardzie ' postępu' .
Znam kilku synów św. Ignacego z owych zakamarków klasztornych, wiernych Kościołowi, ale ton w tym Zgromadzeniu nadają kapłani hałaśliwie celebryccy:(
I pomyslec ze Sw Andrzej Bobola tez byl jezuita, co sie stalo z tym zgromadzeniem.