Mój Drogi Czytelniku, pozwól, że przeprowadzę na Tobie bardzo krótki test - napiszę pewne zdanie, a Ty przeanalizujesz swoją odruchową reakcję. Uwaga, oto ono: choć trudno w to uwierzyć, my, katolicy XXI wieku, również jesteśmy wezwani do świętości. Reakcje mogą być różne, od pełnej entuzjazmu inspiracji, przez pewien sceptyczny dystans: jak w ogóle mówić o świętości, gdy na świecie takie zamieszanie, po uczucie negatywne: może i wezwani, ale akurat w moim przypadku to cel czysto teoretyczny, gdyby ludzie wiedzieli co ja tak naprawdę sobą reprezentuję, ech...
W tej rozprawce nie będę silił się na tłumaczenie czym jest świętość, bo to rola wykształconego duszpasterza, napiszę natomiast o czymś, na czym się znam, czyli o socjotechnice. Im dłużej staram się ogarnąć rozumem współczesny kryzys w nauczaniu katolickim oraz herezję modernizmu, tym więcej podobieństw widzę pomiędzy mechanizmami używanymi przez modernizm w Kościele i marksizm w świecie. Obie te szatańskie ideologie dążą za pomocą wysublimowanych taktyk do podważenia tego co dobre i piękne oraz - przede wszystkim - prawdziwe. Taktyki te muszą być wysublimowane, gdyż - być może sam przyznasz - zadanie podważenia dobra, piękna i prawdy nie jest zadaniem, które osiągnąć można przy pomocy technik prostych.
Ale jako że zarówno za marksizmem, jak i modernizmem, stoi byt znacznie od człowieka inteligentniejszy, udało się przez wieki, ze szczególnym przyspieszeniem w ostatnim i obecnym wieku, te zwodnicze taktyki dopracować niemal do perfekcji. Jedną z nich jest wszechobecne rozmywanie znaczenia słów, tak by w rozumie człowieka nie oznaczały one tak naprawdę niczego konkretnego. Zamiast dobru przeciwstawiać wprost zło, skuteczniej jest zapytać: "A czymże jest dobro? to takie szerokie pojęcie...". Podobnie z pięknem, prawdą oraz niemal każdym słowem, które kiedyś miało dla ludzkości dość oczywiste znaczenie, a dziś jest konceptem, w którym każdy mieści coś zgodnie ze swoimi wyobrażeniami i gdzieś na dnie głowy przyjmuje jeden z dogmatów rewolucji: że dla każdego jakieś słowo może oznaczać co innego. Tak działa marksizm i tak działa modernizm.
Wróćmy do słowa ŚWIĘTOŚĆ. Jestem niemal przekonany, że jeżeli Twoja reakcja na stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy do niej powołani nie przypominała pełnego inspiracji entuzjazmu, ale albo przerzuciła Twoje myśli w olbrzymią dziurę między teorią a praktyką, w której teoretycznie jest oczywistym, że jesteśmy powołani do świętości (ale praktycznie to dajmy spokój, są rachunki do opłacenia), albo też skierowała Twoje myśli w kierunki negatywne. Tyle lat nieudanej walki z wadami, postępy znikome, grzechy wciąż atrakcyjne, o czym zatem mowa? Świętość? Jeżeli Twoja, mój Drogi Czytelniku, reakcja przypominała coś takiego, jestem niemal przekonany, że w jakimś stopniu padłeś ofiarą tego wszechobecnego podmywania znaczenia słów i że tak naprawdę świętość nie jest dla Ciebie, podobnie jak dla mnie, konceptem uchwytnym.
Jeżeli masz chęć, napisz w komentarzu co o tym sądzisz.
Komentarze
Nie wywołała u mnie emocjonalnego entuzjazmu, bo po prostu wiem, że jesteśmy powołani do świętości.