Byłem ostatnio na "posoborowo odnowionym" pogrzebie osoby, o której nie wiem, czy ostatnie chwile życia przeżyła w łasce uświęcającej. Wiem natomiast że to, czego byłem świadkiem, przypominało raczej uroczystości kanonizacyjne niż pogrzebowe.
W miejsce kiedyś oczywistej troski o los zmarłej osoby, wynikającej z zawartej w Objawieniu nauki o realności i łatwości potępienia, a także powszechności i bolesności mąk czyśćca, byłem świadkiem dużego smutku z odejścia osoby oraz mnożonych peanów na jej cześć. Jak we wstępie do najnowszego numeru czasopisma Zawsze Wierni, poświęconego sprawom ostatecznym, napisał x. Piotr Dzierżak, neomodernistyczna i liberalna rewolucja żadnego zagadnienia poza Mszą św. nie przekłamuje lub przemilcza tak jak właśnie rzeczy ostatecznych.
Przypomnieć można słowa ojca Szustaka, kapłana Kościoła Katolickiego, który po śmierci prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, publicznie powiedział, że za niego nie trzeba się modlić, bo on już jest w dobrym miejscu, natomiast trzeba modlić się za pogrążoną w bólu rodzinę. Wyrazisty przejaw myśli modernistycznej, zupełnie odwracającej perspektywę katolicką - w miejsce szczególnej troski o to co po śmierci i traktowania życia na ziemi jako cennego czasu, w którym zyskujemy lub tracimy Niebo, pojawia się koncentracja na życiu na ziemi jako celu, a życie po śmierci albo się przemilcza albo wprost, jak o. Szustak, zakłamuje.
Współczesne pogrzeby często wydają się ocierać o herezję o powszechnym zbawieniu. Pojawiają się też zupełnie nieczytelne słowa wyrażające nadzieję na zmartwychwstanie tej osoby, jakby zapomniało się, że według nauki katolickiej z martwych mają powstać wszyscy, również potępieni, tyle, że tym ostatnim ponowne połączenie dusz z ciałami nie przyniesie ulgi, ale powiększy cierpienia. Jakże to dziś wydaje się być archaiczna nauka. Przy czym warto pamiętać: ona jedynie niektórym taka się wydaje, w rzeczywistości nie jest archaiczna. Jest tak samo świeża i żywa jak zawsze. Życie ziemskie w porównaniu do wieczności jest chwilką i przeżywanie przez katolika czegokolwiek, bez odniesienia do wieczności, jest, jeżeli nie błędem, to na pewno zmarnowaniem doskonałej okazji.
Jest to też jeden ze sposobów odróżniania zdrowej nauki od wielkiego współczesnego zwiedzenia - o czym się słyszy. Na co kładziony jest większy nacisk. Na tu i teraz kropka, czy na tu i teraz w odniesieniu do wieczności.
Komentarze
Miałam 12 lat, gdy byłam na Mszy pogrzebowej bardzo pobożnej ciotki. Do dziś pamiętam słowa kazania, że ona na pewno już jest w niebie i możemy do niej zanosić swoje prośby by się za nami wstawiała..
W mojej młodej głowie zrodziło się pytanie, czy to znaczy że nie trzeba się za nią modlić? Ale skoro ksiądz tak powiedział to na pewno tak jest..
To prawda. Świat zawsze próbował odciągnąć człowieka od rzeczy ostatecznych, ale nigdy w historii nie było tylu narzędzi temu służących , jak współcześnie.