PAN BÓG NA PIERWSZYM MIEJSCU?

15.10.2024

Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na miejscu właściwym. Z pewnością mój Drogi Czytelniku znasz tę sentencję św. Augustyna. Jest ona przydatnym papierkiem lakmusowym naszego życia, natomiast pozwolę sobie stwierdzić, że pojawiły się dwa problemy z jej interpretacją. Św. Augustynie, jeżeli się mylę, proszę Cię, wymódl mi u Boga łaskę, abym zrozumiał to lepiej.

Po pierwsze czy nie jest tak, że jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu to wciąż zajmuje w życiu człowieka miejsce zdecydowanie niegodne Siebie? Ta rozprawka nie jest w najmniejszym stopniu precyzowaniem słów Świętego, ale odpowiedzią na powszechny błąd w ich interpretacji. Weźmy taki obrazek - jaki jest plan treningu sportowca? Dojazd, przebranie się, rozgrzewka, intensywny trening, obniżenie tętna, schłodzenie organizmu, prysznic, wyjazd. Czy na pierwszym miejscu tutaj jest dojazd? A może na pierwszym miejscu jest intensywny trening? A może wreszcie na pierwszym miejscu powinno być... oddychanie? Czy zatem powinniśmy oddychanie umieścić na pierwszym miejscu w plane treningowym? Czy może raczej każdy element tego planu treningowego powinien zawierać oddychanie? Chyba podobnie jest z umieszczaniem Boga na pierwszym miejscu, zamiast na każdym miejscu i ponad wszystkimi miejscami. Niestety nasz wspólny problem polega na tym, że przez naszą upadłą naturę nasza dusza nie żyje Bogiem jak powietrzem, tak jak powietrzem oddycha nasze ciało. Oddychanie ciała jest odruchem bezwarunkowym. Oddychania Bogiem trzeba się mozolnie uczyć.

Jak jeszcze możemy źle czytać tę sentencję św. Augustyna? Przez włączanie wszechobecnego dziś dwójmyślenia, czy raczej rozdzielenia naszych postaw wewnętrznych i zewnętrznych. Dla współczesnego człowieka może nie stanowić żadnej sprzeczności jednoczesne twierdzenie, że się Boga wielbi w sercu i przyjmowanie Komunii św. na stojąco i/lub na rękę. "Bo liczy się to co w sercu". Jest to mój Drogi Czytelniku jeden z podstawowych sposobów współczesnego niszczenia naszej wiary. Jakby to, co robimy ciałem, gestem, nie musiało korespondować z tym, co rzekomo mamy w sercu.

Teraz do Pań przyjmujących Komunię św. na stojąco i/lub rękę: do męża przychodzą koledzy i on mówi do Pani przy nich: "Maleńka, kopsnij się raz dwa do sklepu i przynieś nam kilka piw, a potem zrób jedzenie, ale raz raz, i nie kręć się tu, bo nam przeszkadzasz". Gdy po wszystkim zapyta Pani męża: "Dlaczego do mnie odnosisz się tak bez szacunku, bez miłości, przy kolegach?", mąż odpowie: "To Ty przywiązujesz uwagę do słów i gestów zewnętrznych? Ja mam do Ciebie szacunek i miłość w sercu, nie wystarczy Ci to?". I podobnie żona powie: "Mężu, nie spędzasz ze mną czasu", a mąż odpowie: "Ale Cię kocham, to nie wystarczy?".

Jeżeli Pan Bóg jest w naszym życiu na właściwym miejscu, żaden nasz pęd życiowy, pośpiech, uzależnienia, nie będą stanowiły przeszkody, aby wszystko odnosić do Boga, łącznie z naszym pędem, pośpiechem i uzależnieniami. Wszystko. Jeżeli Pan Bóg jest dla nas co najmniej tym czym tlen dla naszego ciała, nic nie przeszkodzi w modlitwie porannej, modlitwie przed jedzeniem, modlitwie przed każdą pracą, każdym spotkaniem, każdą rozmową. Modlitwa taka trwać może 6 sekund, zatem pomińmy proszę w ogóle temat braku czasu.

Jeżeli zaczniemy myśleć w ten sposób i dokładać starań, by umieścić Pana Boga na właściwym, czyli na każdym miejscu, i nie tylko jakoś abstrakcyjnie w sercu, ale w sercu i w życiu, stopniowo zacznie On, w swej dobroci, oczywiście według Swojej Woli, wypełniać nasze myśli i też nasz czas. I to będzie źródłem niesłychanej słodyczy. Ale uwaga, należy to robić nie dla słodyczy, ale dla samego Pana Boga. Postawmy Go w naszym życiu na pierwszym miejscu. I na każdym kolejnym. I ponad wszystkimi miejscami. Zarówno w sercu jak i postępowaniu.

Tak i tylko tak warto żyć.


Komentarze