PRZECIW DUCHOWEMU PACYFIZMOWI

14.10.2024

Współczesne błędy w nauczaniu przesiąknięte są czymś, co nazwałbym duchowym pacyfizmem. Ludzi uczy się, że katolik nie walczy - no chyba, że wewnętrznie - ale i o tym usłyszeć można coraz rzadziej. Na zewnątrz natomiast ma być "braterstwo" i "jedność". Nie chodzi jednak o właściwie rozumianą katolicką jedność, ale jedność z całym światem.

Nauczanie takie ma wielorakie skutki. Co bardziej krewkich katolików wprowadza w poczucie winy; chcieliby zawalczyć, ale przecież to nie przystoi. Tych bardziej tchórzliwych uspokaja - oto nagle ich nieumiejętność postawienia się złu staje się... cnotą. Oto są, po prostu, mniej prymitywni niż katolicy, którzy z kimś walczą. Z czasem jedynym przeciwnikiem, z którym katolik-duchowy pacyfista jest gotowy walczyć jest... katolik krewki, wyrazisty, otwarcie sprzeciwiający się złu. Dla duchowego pacyfisty "w porządku" są wszyscy, z wyjątkiem katolików walczących. Ci są solą w oku świata, a co za tym idzie, również duchowych pacyfistów.

Katolicy walczący czemuś zaprzeczają, czemuś się stawiają, zabierają głos i, o zgrozo!, coś oceniają. Jakże to, według duchowego pacyfisty, niechrześcijańskie. O jakiej walce mowa? O walce wiary z niewiarą. O walce katolicyzmu z antychrystem. O walce kultury z antykulturą. O walce z tą potężną rewolucją niewiary, która nie tylko pochłania swoje dzieci, ale też, za wszelką cenę, chce pochłonąć i nasze.

Katolicyzm to światło, kultura, fundament cywilizacji europejskiej. To na gruncie katolicyzmu wyrosło na przykład równouprawnienie kobiety z mężczyzną (nie mylić z postulatami pseudo-feminizmu). To wiara stworzyła podwaliny dla wiedzy, sztuki i kultury dwóch tysiącleci. Wiarę symbolizuje wspaniałość katedr w zestawieniu z ohydą tzw. architektury współczesnej. Wiarę symbolizują malowidła i rzeźby Michała Anioła w zestawieniu z widelcem przyklejonym do ściany w wykonaniu tzw. artysty współczesnego.

Szatańskimi i zbrodniczymi musimy nazywać wszelkie dążenia zaślepieńców by podkopywać wiarę w Boga nie tylko u siebie, ale przede wszystkim u innych. Pływają oni w duchowym i rozumowym szambie, ale zamiast z niego wychodzić, robią wszystko, żeby reszta pływała z nimi. A duchowy pacyfista sam nie chce - czy to z powodu tchórzostwa czy lenistwa - podjąć pod sztandarem Chrystusa walki z szatanem i przyczyniać się do ratowania dusz i nie chce też, żeby robili to inni, bo wzbudza to u niego dyskomfort porównawczy.

Nie jestem duszpasterzem, a wszystko co piszę poddaję pod ocenę - czy my katolicy nie musimy walczyć? Najpierw wewnętrznie, żebyśmy dzięki pobożności i praktykom religijnym zapałali ogniem wiary i aby sprawy Boga i Jego Królestwa były jak najbliższe naszym sercom. A następnie na zewnątrz, w imię Boże, walczyć póki starczy sił, żeby rewolucja niewiary rozbiła się o Kościół.

Jak walczyć? Oczywiście wpierw są obowiązki stanu i troska o swoje życie duchowe. Ale jest też sprawa większa. Sprawa wspólna. Sprawa katolicka. Zacząć można od wspierać działaniami i finansowo tych katolickich dzieł i inicjatyw, które uważamy za pożyteczne. Poza tym - zawsze stawać w obronie prawdy. Nigdy nie wstydzić się swojego katolicyzmu i nie zważać na szydercze spojrzenia ofiar niewiary.

Z kim jest ta walka? Z fałszywymi ideami i z bezbożnictwem. Z człowiekiem, z tego co rozumiem, raczej nie należy walczyć, chyba że poprzez zdecydowany opór, gdy nastaje on na wartości. Na ludzi bezbożnych patrzę jak na ofiary własnego ateizmu - największego okrucieństwa, jakie człowiek sam sobie może wyrządzić. Gdy jednak usiłuje wyrządzić je również społeczeństwu, w tym naszym dzieciom, trzeba się ocknąć i podjąć z tym walkę zanim będzie za późno.

Nie dajmy się już usypiać duchowemu pacyfizmowi.

Komentarze