Kiedyś jechałem pociągiem i przechodząc obok pasażerów, na stoliku młodej dziewczyny zobaczyłem książkę "Homo Deus. Krótka historia jutra" autorstwa pana Yuvala Noaha Harariego. Nie umiałem się powstrzymać i zerknąłem na tę dziewczynę, choć powiedziałbym raczej młodą kobietę. Przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy zobaczę osobę z niebieskimi włosami, kolczykiem w nosie i wyrazistym makijażem. To była szybka myśl - nie sądzę, żebym na co dzień myślał aż tak stereotypowo.
Ale tak właśnie pomyślałem. Jakie oznaki kulturalnego marksizmu zobaczę. Nic z tych rzeczy. Była to normalnie ubrana, potocznie mówiąc, fajna dziewczyna. Usiadłem i zamyśliłem się. Przypomniałem sobie okres w moim życiu, w którym nie widziałem rzeczywistości przez pryzmat prawdy chrześcijaństwa. To był okres, w którym, gdyby wtedy pan Harari był już wydawany w Polsce, z pewnością, jeżeli trafiłbym na tak zatytułowaną książkę, a na okładce przeczytał to co jest tam napisane, czyli że jest to jedna z najważniejszych książek ostatnich lat, w której autor, wizjoner, uważnie wsłuchując się w nastroje epoki rysuje mapę możliwości na przyszłość i odpowiada na pytanie czy wkrótce powstanie człowiek - bóg, homo deus - to był czas w moim życiu, że kupiłbym i czytał taką książkę. I wchodził w tę krainę zatrutych myśli, bowiem człowiek, którego rozum nie jest oświecany światłem prawdy Bożej, otwiera się na wszystko, co obiecuje mu nadać sens rzeczywistości.
Dziś wiem o tej książce sporo. Jej autor, weganin, gej, otwarty przeciwnik religii monoteistycznych na czele z katolicyzmem, w swoim dziele koduje w głowie czytelnika wszystkie niemal zasadnicze filary Nowego Porządku Świata. Cytat z książki: "Aby pokonać głód, zarazy i wojny nie musimy się modlić do żadnych bogów ani świętych. Sami dobrze wiemy, jak je pokonać i zwykle nam się to udaje". W innym miejscu pan Harari pisze, że po pokonaniu głodu, zarazy i wojny, co niby idzie ludziom coraz lepiej, przyszedł czas na pokonanie starości a nawet - uwaga - śmierci. Tłumaczy, że błędem religii jest przyznawanie boskości czemuś ponad człowiekiem, czemuś poza nim. I dlatego tak łatwo i naiwnie ludzkość przyjęła swoją śmiertelność. A tymczasem umieramy z powodu technicznej usterki, którą niedługo naprawimy.
Ciekawe, czy absurd w tych chorych snach pana geja-weganina dostrzegała jadąca ze mną w wagonie młoda Polka. Obawiam się, że wręcz przeciwnie, że porwana narracją i elokwencją pana Yuvala, której nie sposób mu odmówić, znajdowała bliżej nieokreśloną nadzieję. A przy okazji nabierze dystansu do idei Boga. Ale nie tylko do tej, bo na tym pan wizjoner nie poprzestaje. Pisze on na przykład, że nierozerwalność małżeństwa to przeszłość, bo niedługo będziemy żyli średnio 150 lat a kto może oczekiwać, że pobierając się w wieku lat 30, przeżyje się razem lat 120. No przecież nikt. I młoda Polka może mieć już na zawsze zasiane ziarenko niezgody na "aż śmierć nas nie rozłączy", nie pamiętając, że z tym 150-letnim życiem to ponownie chore sny pana Yuvala.
Dalej pan Harari przemyca myśli bluźniercze o śmierci Boga (że to już nastąpiło i było pozytywne), oczywiście pochwałę eugeniki, wyśmiewanie konceptu ludzkiej duszy i wiele wiele innych trujących myśli. Oby światło prawdy dotarło do wszystkich, którzy w Polsce i na świecie, z własnej nieprzymuszonej woli wlali w siebie te hektolitry czystej trucizny myślowo-duchowej. Oby dotarło do tej młodej Polki z pociągu. Oby pan Harari się nawrócił. I oby nie czekał z tym do wieku 150 lat, bo to tak samo głupie jak wszystko inne co pisze.
Komentarze
I czemu się dziwić? Poglądy pana Harariego są logiczną konsekwencją odrzucenia sfery nadprzyrodzonej. A kto wie czy człowiek nie opracuje metod wydłużających życie albo zautomatyzuje wiele dziedzin życia? Przecież dawniej średnia długość życia była krótsza niż obecnie, a dzięki postępowi medycyny mamy dłuższe życie. Ile zawodów jest już tylko echem historii?
Średnia długość życia nie ma tu nic do rzeczy. Długość życia jest wciąż ta sama. A o nią tu chodzi.