Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Panie Dawidzie uważam, że wskazówki, które Pan podaje są jak najbardziej trafne. Przede wszystkim modlitwa o to, żebyśmy kierowali się dobrem dusz a nie miłością własną i chęcią aby nam przyznano rację. W krótkich słowach opiszę moje doświadczenie z "apostolatem" i dlaczego go zaniechałam. Nieskażoną wiarę katolicką w FSSPX poznałam pod koniec 2021 r. Będąc pod wrażeniem skarbu, który poznałam chciałam podzielić się nim z najbliższymi - rodziną i znajomymi. Wystarczył mi jeden film o JE śp. abp M. Lefebrve żebym zrozumiała genezę kryzysu w Kościele. Oczywiście nie jest to zasługa mojego intelektu ale tylko i wyłącznie działanie łaski Pana Boga i wstawiennictwo Jego Matki. Pan Bóg zechciał w danym momencie mojego życia wyciągnąć mnie z bagna grzechu i ciemności. Codziennie Mu za to dziękuję. Jednak na początku mojego nawrócenia szczerze chciałam innym o tym opowiedzieć - mężowi, teściom, bratu, znajomym. Chciałam wszystkim powiedzieć - jest Bractwo, jest Msza Św. katolicka więc nie jesteśmy skazani na ohydę spustoszenia, która dzieje się w parafiach. Otrzymałam tą łaskę, że moja mama raz jeden poszła ze mną do Kaplicy FSSPX i powiedziała "tam jest Bóg, nigdzie indziej już nie będę chodziła". Natomiast co do reszty rodziny i znajomych - jednogłośnie stwierdzili, że należymy do sekty.. Na początku łączyło się to z jakąś dozą dyskomfortu. Teraz jednak rozumiem, że do nawrócenia łaska jest niezbędna. Z drugiej strony Dobry Pan Bóg daje mi tą łaskę bycia niezrozumianą przez wiele osób abym nie popadała w zarozumiałość. Po prostu uczy mnie pokory. Konkludując, obecnie staram mówić się jak najmniej o wierze i kościele do którego chodzę, chyba że ktoś wprost mnie o to zapyta. Zauważyłam, że wiele osób nawet nie wie, że mają duszę i nie interesują ich sprawy wieczne. Co więcej myślę, że trafne są to słowa Naszego Pana Jezusa Chrystusa: " nie rzucajcie swoich pereł przed wieprze aby gdy je podepczą was nie stratowały" (wolny cytat). Dziękuję Panu za Pańską pracę.
Panie Dawidzie, od dłuższego czasu mam pewne przemyślnie, którym chciałam się z Panem podzielić na temat niemoralnego procederu In Vitro. Wszyscy przeciwnicy aborcji i eugeniki, jak również Pan w powyższym artykule twierdzą, że miliony ludzkich istnień zostają unicestwionych w tym procederze. Jednak w pewnej chwili zaczęłam się zastanawiać - czy na prawdę wyznawcy szatana na ziemi, którzy kierują tym procederem ośmielili by się niszczyć tak cenny skarb jak życie ludzkie? Przecież szatan nie może nic stworzyć, jest jedynie małpą Pana Boga a stworzenia nienawidzi. Moja hipoteza jest następująca: miliony istnień stworzone w warunkach laboratoryjnych, z których mały promil jest implantowanych w macicach nieświadomych przyszłych matek nie "idzie do utylizacji". Ośmielam się twierdzić, że te embriony są hodowane w sztucznych warunkach i na nich są dokonywane doświadczenia. Słyszeliśmy już przecież o "sztucznych macicach". A jeśli udaje się wyhodować dziecko w takich warunkach na pewno popyt wśród patologicznych elit tego świata się znajdzie.. W końcu utwory science fiction typu "Nowy, wspaniały świat" to nie jest ostrzeżenie tylko plan działania... co Pan o tym myśli? czy odrzucałby Pan takie rozumowanie?