Nie chciałabym komentować ani oceniać osobistych decyzji rodziców, wszak najlepiej znają oni swoje dzieci, mają orientację w środowisku szkolnym, być może dla duchowego dobra niektórych uczniów i uczennic lepiej będzie w katechezie szkolnej nie uczestniczyć. Uważam natomiast, że warto sprawie przyjrzeć się wnikliwie, a katolicy tego nie robią. Przyjęło się bagatelizować szkolną katechezę; "jakaś tam świecka katechetka", taki "niby nauczyciel", pewnie nawet nie po studiach, coś tam opowiada, pewnie jakieś farmazony. Tymczasem katecheza w Polsce ma swoją Podstawę programową, poszczególne diecezje korzystają z konkretnych programów nauczania. W mojej archidiecezji, przykładowo, korzysta się z Wydawnictwa Św. Wojciech. Można sobie sprawdzić, co też za treści będą dzieciom przekazywane. Czy ociekają one modernizmem- nie sądzę. Problemy są raczej zupełnie inne. W szkołach ponadpodstawowych zostaje na katechezie garstka uczniów, w podstawowych statystyki są lepsze, natomiast jest gros uczniów, którzy są wręcz impregnowani na katolickie treści, gdyż katecheza szkolna to jedyne ich źródło w życiu tych dzieci. To nie jest katechizacja lecz ewangelizacja, i to na bardzo opornym "materiale". Dlaczego więc te dzieci uczestniczą w katechezie, skoro to dla nich wyłącznie "opowieści dziwnej treści"? Szykują się do sakramentów. W szkole ponadpodstawowej jest już po wszystkim, więc i uczniów nie ma. Katecheza bywa walką o uwagę, a czasami- walką o przetrwanie. I tego obawiałabym się bardziej. Dla wrażliwych, rozwiniętych duchowo, formowanych w domu i Wspólnocie dzieci to może być trudne doświadczenie. Chociaż pozostaje kwestia dawania świadectwa. Bywa, że sporo odwagi trzeba, aby w gronie szyderców wykazać się autentycznym zaangażowanie podczas lekcji religii. Szczególnie w starszych klasach. Jak tak dalej pójdzie, katecheza zostanie wyprowadzona ze szkół rękami lewicowych ideologów przy obojętnym przypatrywaniu się temu procederowi przez katolików, bo to przecież "tylko katecheza", szkolny "Michałek", nie wygląda to tak, jak byśmy chcieli itd. itp. Mam wrażenie, że często przeciwnicy religii w szkole traktują ją poważniej, niż katolicy. Taka jedna gazeta np. co wrzesień zamieszczała serię artykułów o "strasznej katechezie" w polskich szkołach i marnotrawieniu środków publicznych, aby wspomóc rodziców w decyzji- zapisywać dzieci na katechezę, czy też nie. Przynajmniej było wiadomo, jakie mają cele i widać było pewną konsekwencję działania. To, jakie regulacje odnośnie katechezy szkolnej i w jakim stylu wprowadziło już w tym roku MEN też mogłoby dawać do myślenia. Tymczasem katolicki lub niby katolicki rodzić np. wypisuje dziecko z religii, bo się nie chce juniorowi na nią chodzić na ostatniej lekcji w piątek i przez myśl rodzicowi nawet nie przejdzie, żeby chociaż zerknąć do podręcznika, aby sprawdzić, jakie treści dzieciaka ominą, bo to przecież "tylko" religia. A żeby szerszą refleksją temat objąć? Bez szans.
Niestety do kina z dziećmi już praktycznie nie chadzam. Ostatnio co wyjście, to szorowanie po dnie. Nie chcę narażać na to dzieci i jeszcze płacić za demoralizację (a w najlepszym przypadku obcowanie z brzydotą i płytkimi treściami). Ostatnio, wiedziona sentymentem, pokazałam córeczce serial animowany "Mała Księżniczka" i z zaskoczeniem zauważyłam, że dawniej przekazywanie wartości w tego typu produkcjach jednak było możliwe. W porównaniu ze współczesnymi wytworami kinowymi i telewizyjnymi niby dla dzieci, nawet "Kevin sam w domu" wydaje się być filmem propagujący prawdziwe wartości (główny bohater tęsknią za rodziną, modli się przed posiłkiem, idzie do kościoła, broni swojego domu). Przydałoby się jakieś forum, gdzie można by polecać sobie nawzajem wartościowe książki i filmy dla dzieci, także, a może przede wszystkim, te nieco już zapomniane. Kiedyś wiara była czymś oczywistym, a dzieci jednak próbowano wychowywać, traktowano je również, mam wrażenie, poważniej (nie jak małe, rozpieszczone bóstewka, którym należy zapewnić dużo dobrej zabawy, ale jak młodych, rozumnych ludzi, którzy mają dorosnąć i coś sobą reprezentować). To nie mogło zostać bez wpływu na wytwory kultury do dzieci adresowane.