Wiadomo nie od dziś, że ludzie nie mają dzieci przez biedę tylko przez bogactwo. Społeczeństwa bogate dzieci nie rodzą (oprócz Żydów), bo priorytety mają inne. Poza tym Japonia znowu też tak bogata nie jest - jest bardzo dużo rozwarstwienie między głównymi ośrodkami, a wsią. Jednak jak 15% ludności mieszka w samym Tokio to oczywiście i PKB i inne współczynniki to ciągnie w górę. Dodatkowo Japończycy, czy w ogóle Azjaci, to w ogóle inny krąg kulturowy, dodatkowo w przerażającym etosem pracy. Jak tu mieć żonę, albo nawet dziewczynę, jak wchodzisz do firmy i podstażały regionalny dyrektor oczekuje, że będziecie w 30 osób chodzić z nim 4 na 5 dni do knajpy i wracali prawie nad ranem? Oczywiście zaraz po 12-godzinnej zmianie za biurkiem z bezpłatnymi nadgodzinami (przecież jak wyjdziesz po 8h to się wszyscy krzywo patrzą, a o awansie możesz jedynie pomarzyć). Wspomniane w innym komentarzu automaty z majtkami to nie jest geneza, a efek całkowitej bezradności młodego pokolenia z relacjami.
Czasem tak kusi by rzucić to wszystko i zacząć żyć jak Mormoni.
Tajemnicą poliszynela jest, że Leslye Headland jako asystentka Harvey'ego Weinsteina naganiała mu panienki do macanka i tak dalej. To daje jej niezwykłą pozycję haków na pół Hollywood - co wykorzystuje może nawet niewspółmiernie mało do możliwości, prowadząc swoją agendę w niezrozumiałym dla niej w ogóle świecie Gwiezdnych Wojen (których nawet nie jest fanką). To, plus Kathleen Kennedy, która również w ogóle nie rozumie ani świata, ani serii, a dostała ten stołek (i z niezrozumiałych dla mnie powodów nie daje się z niego zrzucić) przez minione zasługi, jak współprodukcję dobrych filmów w latach 1980 - 2010 (m.in. Park Jurajski, E.T, Monachium). Tyle, że była ona zawsze jednym z wielu producentów, a nie jakimś geniuszem stojącym za sukcesem tych produkcji. No i tak od 10 lat kaleczy ten świat przy pomocy takich właśnie asystentek Weinsteina i nie tylko. Inny dział Disney'a - Marvel - się trochę jorgnął, że idąc w podobne klimaty (DEI, Woke, EGS, równość, niebinarność, girl power) lecą z wynikami na łeb na szyję - i powzieli stosowne kroki czy reoganizację struktur, by jakoś to naprawić. I o ile nie wróżę dużego sukcesu przyszłym produkcjom ze stajni Marvela, ani mnie one specjalnie nie bawią, chciałbym wierzyć, że chociaż pieniądze (tzn. ich utrata) będą czymś, co tych ludzi powstrzyma przed szerzeniem propagandy.