Myślę, że tekst trafnie rozpoznaje patologie związane z nadmiernym spożyciem alkoholu. Żyjemy w kraju, w którym wielu wciąż śmieszyłby ktoś spoglądający na pół litra wódki i stwierdzający, że "on tego do domu nie doniesie" - edukacja zapobiegawcza i odstraszająca jest więc na pewno potrzebna. Niemniej jednak trudno się zgodzić z linią argumentacyjną "okupowaną" przez p. Rutkowskiego. Z tego, co zrozumiałem z jego materiałów, utrzymuje on pogląd, że to nie do końca tak, że człowiek staje się alkoholikiem i z tego powodu nie może już później pić alkoholu. W światopoglądzie p. Rutkowskiego to picie alkoholu jest samo z siebie złe, ponieważ alkohol jest toksyną, której nawet najmniejsza dawka (60 mg etanolu to mniej więcej 0,6 grama wina) szkodzi człowiekowi. Z punktu widzenia osoby, która wyszła z uzależnienia - a taką jest, jak sam zresztą przyznaje, p. Rutkowski - nadrzędną i podstawową zasadą jest więc nie to, że człowiek na skutek swoich czynów utracił zdolność do spożywania alkoholu, ale to, że człowiek jako taki, jako gatunek, w ogóle tej zdolności nie posiadał. To z kolei prowadzi do zatarcia różnicy między osobą uzależnioną i osobą nieuzależnioną, które nie różnią się już od siebie tym, że jedna może, a druga nie może pić alkoholu, a jedynie tym, że jednej alkohol szkodzi mniej niż tej drugiej. Zdaje mi się, że słyszałem w jednym z wywiadów z p. Rutkowskim o "etapie psychozy alkoholowej" - takie zaburzenie miałoby, jak rozumiem, sugerować, że uzależnienie jest czymś czasowym. Niestety, przykłady powrotów alkoholików do picia potwierdzają tezę przeciwną - organizm uzależnionego pozostaje zmieniony na zawsze. Co więcej, myślę sobie, że gdyby rzeczywiście etanol był trucizną sam w sobie, Pan nasz Jezus Chrystus nie wybrałby wina, aby pod jego postacią ukryć Swoją Krew. Skoro wino i chleb mają symbolizować pokarm - pokarmem zaś duchowym jest obecne pod ich postaciami Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa - trudno sobie wyobrazić, żeby którakolwiek z przypadłości chleba i wina w sposób bezpośredni przeciwstawiała się idei tego, co rozumiemy jako pokarm. Innymi słowy - skoro pokarm ma nas posilić, wzmocnić itd. nie może zawierać w sobie elementów trujących, które należą do jego istoty.
Będzie pewnie z pół roku, kiedy usłyszałem o tym w Sprawkach - i bardzo dziękuję za tę poradę. Wkomponowałem prośby o wstawiennictwo świętych do mojej codziennej modlitwy i głęboko wierzę, że modlą się za mnie.