W lipcu 2024 r., ukazał się raport Najwyższej Izby Kontroli zatytułowany:
"Wiarygodność informacji w czasie epidemii COVID-19 pod znakiem zapytania".
Jak można w nim wyczytać, podawane publicznie dane dotyczące liczby zachorowań na modną do niedawna chorobę opierały się wyłącznie na pozytywnych wynikach testów, a dane o faktycznych zachorowaniach nie były gromadzone od 2 maja 2020 roku.
Jednocześnie Minister nie przedstawiał Radzie Ministrów konkretnych danych, które uzasadniałyby wprowadzanie różnych obostrzeń, nakazów i zakazów, np., przypomnijmy, dotyczących korzystania z lasów.
Na budowę i utrzymanie nowych systemów teleinformatycznych resort zdrowia wydał prawie 54 mln zł, tymczasem część z nich zawierała nieprawidłowe zapisy dotyczące testów, hospitalizacji, szczepień i zgonów.
Kontrola NIK wykazała także szereg braków i błędów w ewidencjonowanych danych, w tym zwłaszcza w przypadku nazw czy numerów serii cudownych substancji.
Co może najbardziej szokować - część wpisów w systemie wskazywała na przyjęcie do szpitala lub wypisanie z niego osób, które już nie żyły, nawet od kilkunastu lat.
Komentarze
Wyniki kontroli mimo wszystko szokujące.
to było widać gołym okiem ... NIK tylko potwierdza to co oczywiste, z tego raportu NIK niestety nic konkretnego nie wynika - żadnych konkretnych działań nie podjęto, a widać że kierunek się nie zmienia, narracja idzie cały czas w tym samym kierunku ....