Na zaskakujące wyznanie zdobyła się lewicowa działaczka, Kaya Szulczewska. Twierdzi ona, że:
"gdyby miała dzieci, wpajałaby im chrześcijańskie wartości, choć sama jest ateistką."
Wychowana w domu, gdzie ojciec od zawsze interesował się wschodnimi religiami, kupował mnóstwo tematycznych książek, a nawet tworzył neologizmy z „magicznych” pojęć, których używano w jej domu na co dzień, Szulczewska przesiąkła atmosferą ezoteryzmu na wskroś. Zamiast na tradycyjne studia, trafiła do wybranej przez tatę szkoły ezoterycznej, uczyć się jak "leczyć energią" i jak czytać los z kart czy linii papilarnych z przekonaniem, że w ten sposób będę mogła pomagać ludziom, a także i samej sobie. – czytamy na portalu Onet.pl.
Ostatecznie sama przyznaje, że skończyło się to dla niej bardzo źle – utraciła zdrowie, które finalnie pomógł jej odzyskać tradycyjny lekarz:
"Był to klasyczny gastroenterolog, który przywrócił mi zdrowie odpowiednimi lekami i zaleceniami" – opowiada aktywistka.
"Z perspektywy czasu doceniam chrześcijańskie wartości, a gdybym miała dzieci, wychowywałabym je po chrześcijańsku dla ich dobra, choć dla mnie samej, jako dorosłej już ateistki, wiara w Boga nie wchodzi w grę, podobnie jak wiara w magiczną moc kamieni, czy wpływ planet w dniu urodzin na mój charakter." – wyznaje dalej.
Obecnie Kaya Szulczewska zajmuje się szeroko rozumianą ciałopozytywnością, jednak niekoniecznie jest lubiana w kręgach feministycznych, gdyż odrzuca transgenderyzm, twierdząc, że płeć wynika z biologii i w świecie są tylko dwie płcie.
Z całego serca życzymy pani Kayi uczciwych poszukiwań, które zakończą się odkryciem Jedynej i Prawdziwej Wiary.
Komentarze
Szkoda tylko, że rodziny chrześcijańskie nie zawsze dbają o przekazanie dzieciom takich właśnie wartości. A dla Pani Kayi brawo za odwagę.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Doceniam nowe "emotikonki" zwłaszcza ta uderzająca się w czoło👍. Ochoczo będę używać.