Na portalu deon.pl można przeczytać komentarze do minionych lub planowanych wydarzeń w życiu Kościoła. Jednym z komentujących jest o. Wojciech Żmudziński, jezuita.
W swoim artykule duszpasterz odnosi się do planowanego 1 lutego Kongresu dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla. We wstępie podkreśla, że wydarzenie nie ma poparcia Metropolity Warszawskiego, a sam pomysł „intronizacji Boga” jednych Polaków zachwyca, a innych doprowadza do furii. Ojciec Wojciech zalicza siebie do tych drugich.
Dalej znany jezuita twierdzi, że pan Grzegorz Braun – którego nazywa z przekąsem „słynnym panem z gaśnicą, którego antychrześcijańskie przesłanie uwłacza człowiekowi” – oraz inni jemu podobni, znów pomylili Pana Jezusa z mitycznym Dionizosem. Podobna pomyłka miała już ponoć miejsce w trakcie inauguracji Olimpiady w 2024 roku.
O. Żmudziński zadaje pytanie: „Czy przy okazji takiego kongresu nie zapala się nam czerwona lampka i nie ostrzega, że jako chrześcijanie zbaczamy z kursu?” i rzuca w eter: „Skąd popularność takich zdarzeń?”
Na szczęście duchowy syn św. Ignacego nie pozostawia nas bez odpowiedzi.
„Moim zdaniem jest to reakcja na niewystarczającą obecność postaci Chrystusa w publicznych debatach o religii i w naszym codziennym życiu.” – twierdzi, by dalej pisać o katolikach wyznających „Jezusa leżącego” (bądź to w żłóbku, bądź to w grobie po śmierci krzyżowej), tych, dla których religia, to Bóg, który „za dobre wynagradza i za złe karze”. Dla takowych znakiem wiary bywają procesje, zdjęcia komunijne oraz coroczna wizyta duszpasterska, w trakcie której ksiądz „przypomni nam, że wierzymy w Boga. Ale czy wierzymy w Chrystusa?” – pyta dalej jezuita.
Następnie odnosi się do artykułu kard. Raniero Cantalamessa, pt.: „Jezus czy Dionizos” (The Tablet, 11.01.2025), w którym czytamy, że Jezus w dialogu międzyreligijnym jest nieobecny.
„Dyskutujemy o początkach wszechświata, o harmonii Stworzenia, o praprzyczynie, ale nie o Jezusie. Zdaniem Cantalamessy rzeczywistym zagrożeniem dla perfidnej logiki tego świata nie jest religia jako taka, lecz Jezus Chrystus.” – wnioskuje o. Wojciech.
W kolejnej części artykułu dowiadujemy się, że osobę z krwi i kości zastąpiliśmy sobie imperatywem moralnym, nakazami i zakazami; jakimiś powinnościami, które mają się nijak do naszej wiary, która przecież zrodziła się z doświadczenia miłości Pana Jezusa, który oddał za nas życie „gdy byliśmy jeszcze Jego nieprzyjaciółmi”. Według jezuity argumenty rozumowe na istnienie Pana Boga nie są źródłem chrześcijańskiej wiary – podobnie jak nasze poglądy, przekonania, dociekania filozoficzne i teologiczne. Wiary nie można przekazać jako religijnej tradycji, gdyż jest ona żywą reakcją na „osobiste doświadczenie zakochanego w człowieku Boga. Jest darem, a nie koncepcją. Jest miłością darmo daną, a nie takim czy innym światopoglądem.”
Ojciec Żmudziński twierdzi, że Pan Jezus został przez nas zgubiony, więc szukamy go w różnego typu imitacjach, takich, jak posągi i portrety i tym samym jesteśmy przekonani, że zbawienie zależy od nas samych. Stworzyliśmy sobie postać z obrazka, zapominając o Chrystusie. Ponoć oblicze Pana Jezusa zasłoniliśmy sobie obrzędami, a przecież wystarczy…i tutaj następuje wyliczenie uczynków miłosierdzia względem ciała. Według ojca uczynki te w zupełności wystarczają, by rozpoznać oblicze Pana Jezusa.
„Coraz rzadziej patrzymy na ludzi, a coraz częściej na ołtarz. Nic dziwnego, że chcemy postawić na nim tron i ukoronować tandetną koroną imitację Króla Wszechświata.” – pisze dalej.
Rzekomo potrzeba nam ekumenicznej odnowy, by ponownie odkryć bóstwo Chrystusa, który przychodzi do każdego ze swoją miłością. „Wystarczy otworzyć przed nim umysł i serce”, natomiast niedorzeczne i zdesperowane pomysły na budowanie dużych posągów czy wszelkiej maści wydarzenia intronizacyjne są wg jezuity zwyczajną kompensacją braku „prawdziwego Chrystusa”.
„Dopóki religia chrześcijańska będzie postrzegana we współczesnej kulturze jedynie jako kanon przekonań dotyczących istnienia Boga i zasad moralnych, coraz mniej miejsca będzie w Kościele dla Chrystusa. Coraz większa będzie pokusa, by intronizować Jego imitacje.” – czytamy dalej.
Mamy przestać sadzać Pana Jezusa na jakimś tronie i czynić go królem na naszą modłę; ubierać go w fatałaszki ziemskich władców i wciskać mu na głowę koronę wysadzaną drogocennymi kamieniami, gdyż jest On władcą królestwa nie z tego świata i już ma swoją koronę – cierniową, a jego tronem zawsze będzie krzyż. On jest królem, który służy do stołu swoim podwładnym, a nie zasiada na tronie.
„Przywróćmy Chrystusowi właściwą przestrzeń w rozmowach o religii. Nie bójmy się stawiać go w centrum dialogu międzyreligijnego i wszelkich rozważań o zbieżności nauki z wiarą. Marginalizując Jezusa, który oddał za nas życie, ryzykujemy, że pogubieni ludzie, tacy jak pan z gaśnicą, pomylą go z Dionizosem czy inną mityczną postacią, albo ukoronują przypadkowego pluszaka.” – kończy o. Wojciech Żmudziński, jezuita.
Komentarze
Dla mnie te wywody jezuity to jakiś bełkot, ale może ja po prostu głupia jestem. A na portal Deon kiedyś zaglądałam, ale mi przeszło.
Demon(deon) prezentuje ludzi którym namieszano w głowie SVII niejaki de Chardin masoneria w kościele, naprawdę żal słuchać i czytać takiego bełkotu a niby osoba konsekrowana wykształcona
Rzeczywiście bardzo osobliwy komentarz. Bełkot a może raczej skowyt człowieka pogubionego. Herezja angelizmu? Czy to kolejny akolita judaizmu talmudycznego? Na plus: Jezus Chrystus rzeczywiście powinien być w centrum dialogu ekumenicznego a Jego przyjęcie prze innowierców punktem wyjścia do jakiegokolwiek zbliżenia. Tylko kto z sekty Chabad-Lubawicz przyyjmie go jako Zbawiciela? Jeśli tak się stanie to uwierzę w sens ekumenizmu.