Jak się okazuje, nawet zwolennicy obecnej partii rządzącej, mają głębokie wątpliwości czy likwidacja zadawania prac domowych była dobrym pomysłem.
Nauczyciele, nie mający pełnego wachlarza weryfikacji wiedzy uczniów, zadają więcej kartkówek i sprawdzianów, rodzice natomiast są zmuszeni coraz więcej inwestować w korepetycje dla swoich pociech.
Według założeń MEiN uczeń, któremu nie zadano pracy domowej, miał mieć więcej czasu na „chwilę oddechu” oraz „budowanie relacji”. Niestety, koncepcja okazała się nietrafiona.
Na portalu pch24.pl czytamy, że brak prac domowych spowodował znaczny spadek motywacji do nauki u uczniów, a zapytany o tę i inne kwestie, resort edukacji odpowiedział, że:
„jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków. MEiN wyjaśnia również, że zniesienie obowiązku prac domowych nie zwalnia z konieczności uczenia się w domu „to jest nauki czytania w przypadku najmłodszych uczniów, czytania lektur, przyswojenia określonych treści, słówek itp.”
Podobno resort zachęca, by rodzice, uczniowie, nauczyciele i dyrektorzy zapoznali się z biuletynem pt.: „Jak wspierać uczniów w samodzielnym uczeniu się?” wydanym przez Instytut Badań Edukacyjnych.
Można w nim przeczytać m.in. takie oto zdanie:
„Warto mieć na uwadze, że praca domowa to jak trening dla mózgu. Pomaga dziecku utrwalić wiedzę – tak samo sportowiec trenuje, żeby być lepszym. Regularne rozwiązywanie zadań sprawia, że dziecko uczy się samodzielności i systematyczności, co przyda mu się nie tylko w szkole, ale i w dorosłym życiu”.
Pani Barbaro, gratulujemy, ale dziękujemy.
Komentarze
Absurd zniesienia prac domowych poraża. Nawet jeśli - nie mówię, że tak jest! - dałoby się uczyć dzieci bez zadawania prac domowych, to wymagałoby to opracowania odpowiednich metod, dostosowania programu, przeszkolenia nauczycieli... robota na jakieś 10 lat! Albo i więcej!
A zrobiono to na wariata, na zasadzie ,,a, mam taki pomysł, spróbujmy...''. Brak słów.