Gizela Jagielska w wywiadzie dla Wysokich Obcasów ujawnia, że krótko po wyroku TK z 2020 r. w szpitalu w Oleśnicy urodziło się żywe dziecko w 26. tygodniu życia płodowego. Widok był tak straszny, że nawet Jagielska (znana aborterka, wydawałoby się bez uczuć) nie chce więcej być świadkiem podobnej sytuacji. Żeby dzieci nie rodziły się żywe, zaczęli zabijać je chlorkiem potasu przed samą aborcją. Tymczasem szpital skłamał, że nie mieli urodzeń żywych.
Komentarze
W takim razie nawet wedle logiki pani (tfu) Jagielskiej, powinna odpowiadać za swoje czyny.
Podczas interwencji posła Fritza i Brauna powiedziała jednemu z nagrywających, że dziecko jest wtedy kiedy wyjdzie z łona na świat. Skoro to dziecko urodziło się żywe i zmarło w wyniku wcześniejszych działań mających na celu zabić - jak to oni nazywają - płód, to oznaczało by, że nawet gdyby faktycznie logika pani (tfu) Gizeli miała odzwierciedlenie w rzeczywistości, to ta powinna odpowiadać przed sądem za minimum nieumyślne spowodowanie śmierci człowieka który w momencie mordowania nie był jeszcze człowiekiem.
Oczywiście jest to niedorzeczne, bo w prawdzie każda aborcja to morderstwo, jednak czy prokuratura chociażby zainteresowała się sprawą tego żywo urodzonego dziecka?
Potworność!