„Jeśli prawdę wam mówię, dlaczego mi nie wierzycie? Kto z Boga jest, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście” (Ewangelia).
Twarde słowa Pan Jezus dziś do nas kieruje. Tak – do nas!, do Ciebie i do mnie. Podobnie jak rzeszom żydowskim wtedy, tak i nam dzisiaj Chrystus podaje ostatnią deskę ratunku, ostatnią szansę nawrócenia, zanim sami dobrowolnie Go raz jeszcze ukrzyżujemy. W nieco innym miejscu, kilka rozdziałów wcześniej Jezus mówi: „Gdyby przyszedł ktoś inny, we własnym imieniu, to byście mu uwierzyli”. Jakże łatwo wierzymy Złemu! A jakże trudno nam uwierzyć Chrystusowi!
Jest tak dlatego, że wciąż mało jest w nas „z Boga”, a dużo ze świata i z nas samych. Choć być może trwamy już w przymierzu z Bogiem 20, 30, 50 albo i więcej lat, to jednak ciągle jeszcze nie nauczyliśmy się Go słuchać, i wciąż są w nas przestrzenie zamknięte na Jego działanie, na Jego głos i pełną Miłości Obecność. Wolimy miłe kłamstwa od twardej prawdy, mimo że to właśnie ona nas wyzwoli. Dlatego wciąż możemy i powinniśmy się nawracać.
Często odrzucamy Jezusa tylko dlatego, że nie spełnia On naszych oczekiwań. Podobnie jak Żydzi, chcielibyśmy mieć mesjasza na własny obraz i podobieństwo, według naszych wyobrażeń i (jak sądzimy) potrzeb. Oczekujemy kogoś, kto przyniesie nam dobrobyt, pokój i długie życie, i to na tym świecie; kto uwolni nas od trosk i zmartwień, i to bez żadnego albo niemal żadnego wysiłku z naszej strony.
Nie chcemy Jezusa Ukrzyżowanego, który jest dla nas zgorszeniem, głupstwem i bezsensownym szaleństwem. Bóg, który każe nam cierpieć z miłości do Niego i do innych ludzi w zamian za mgliste obietnice życia wiecznego po śmierci, jest nie do przyjęcia dla świata i ludzi o światowym myśleniu. Ustami Go wyznajemy, a nawet uwielbiamy; czasami nawet obiecujemy, że będziemy posłuszni Jego woli; ale gdy tylko spotka nas jakieś nieszczęście, coś, czego dla siebie nie planowaliśmy (jak choćby śmierć dziecka, bankructwo lub nowotwór), to bardzo często mamy do Niego pretensje, a nawet zupełnie odwracamy się od Niego. Szukamy szczęścia w tym świecie i w jego fałszywych obietnicach; pokładamy nadzieję w fałszywych mesjaszach i fałszywych prorokach, bo nie podoba nam się to, co mówią ci prawdziwi. Rozsiedliśmy się wygodnie na tym świecie i staliśmy się jego obywatelami, nawet o tym nie wiedząc. Nic dziwnego więc, że świat nas nie nienawidzi, bo staliśmy się jego własnością.
Jest w nas tak wiele do nawrócenia! Tak rzadko udaje nam się kochać Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił – aż do wzgardy siebie, jak mówił św. Augustyn. Tak rzadko udaje nam się nawet kochać bliźnich jak siebie samych, nie wspominając już o miłowaniu ich aż do oddania swojego życia na wzór Jezusa. Jest w nas wciąż bardzo dużo egoizmu, który mniej lub bardziej zatruwa wszystkie nasze uczynki i intencje. Jak wyrwać się z tego przykrego stanu? „Któż mnie wyzwoli z ciała tej śmierci”, jak pytał św. Paweł?
Jedyną odpowiedzią jest Krzyż. Tylko Ukrzyżowany Zbawiciel, który samego siebie ofiarował za nas, by zgładzić nasze grzechy i otworzyć nam drogę do Ojca, a który wciąż obmywa nasze dusze Swoją Krwią w Sakramencie Pokuty, jest w stanie dać nam łaskę konieczną do tego, by każdego dnia walczyć i stawać się lepszym; by iść za Nim w tej drodze krzyżowej, podnosząc się z kolejnych, niezliczonych upadków, i stopniowo, powoli, ulegać wewnętrznemu przekształceniu, które upodobni nas w końcu do Niego. Jest to proces niewątpliwie bolesny, ale skuteczny; a końcowa nagroda przekracza nieskończenie nasze najśmielsze wyobrażenia czy pragnienia.
Po której stronie więc dziś staniesz? Jezusa czy świata? Wybór należy do Ciebie. Nie zapomnij jednakże uciec się do pomocy Tej, który jako jedyna wytrwała przy Nim wiernie aż do końca, choć siedmiokrotny miecz przeszył Jej duszę…
p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 115%; background: transparent }
Komentarze
Bardzo mi się podoba to co napisałeś,i zgadzam się z tobą i wiem jak trudno się nawrócić i wytrwać na tej nie łatwej drodze,gdy się upada,ale można podnieść się z upadku,gdy naszym azymutem jest Jezus Chrystus,chęć woli powstania z upadku a wsparte jest to modlitwa