„A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (Prolog Ewangelii św. Jana), po to, „abyśmy poznając Boga w widzialnej postaci, zostali przezeń porwani do umiłowania rzeczy niewidzialnych” (Prefacja o Bożym Narodzeniu).
Niezwykła to tajemnica, i niewyobrażalna dla ludzkiego rozumu: oto Bóg Jedyny staje się człowiekiem – i to dzieckiem, słabym noworodkiem w ramionach Matki, która „owinęła Go w pieluszki, i złożyła w żłobie: nie było bowiem dla nich miejsca w gospodzie” (Ewangelia ze Mszy o północy). „Na świecie był, a świat był przez Niego stworzony i świat Go nie poznał. Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. A wszystkim, którzy Go przyjęli i uwierzyli w imię Jego, dał moc, aby się stali synami Bożymi, którzy nie z krwi ani z żądzy ciała, ani też z woli ludzkiej, ale z Boga się narodzili”. Przyjęli Go maluczcy i ubodzy, ostatni, ci, którzy są „jak dzieci”: najpierw Maryja i Józef, którzy byli tak ubodzy, że nawet nie znalazło się dla nich miejsce w gospodzie betlejemskich serc; a następnie pasterze, którzy, w przeciwieństwie do całego świata, nie spali, lecz czuwali, jak słudzy na przyjście Pana – czy to o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem – jak mądre panny czekające na Oblubieńca przychodzącego o północy.
Bóg stał się człowiekiem, po to, by wyprowadzić nas z mrocznej nocy, z tej strasznej niewoli, w jaką popadliśmy przez nasze własne grzechy. Wziął na siebie naszą słabość i cierpienie, wyzwalając nas nie za pomocą armii potężnych Aniołów, lecz przez „raz na zawsze złożoną” ofiarę z samego Siebie. Może ma to być przypomnienie dla nas, że Jemu naprawdę nie są potrzebne nasze wielkie projekty, traktaty międzynarodowe i plany duszpasterskie – wystarczy młoda, uboga dziewczyna z zapomnianego Nazaretu, wystarczy stajnia, wystarczy Dziecko, wystarczy Dwunastu Apostołów, wystarczy Krzyż… Bóg jest wszechmocny, i dlatego może się posługiwać takimi wszech-słabymi narzędziami jak ja czy Ty. Jest w tym dużo nadziei dla nas, pokornych i ubogich, których Pan wynosi na wyżyny Nieba – oraz zapowiedź upadku dla nadętych pychą „władców tego świata”, którzy utuczyli się na krwi niewinnych i bezbronnych, a których czeka rychły upadek w otchłań piekielną. Dlatego właśnie wszyscy ci „Herodowie” wszystkich czasów tak drżą, i w tym swoim przerażeniu srożą się niemiłosiernie, chcąc zetrzeć z powierzchni Ziemi „Imię Boga i Mesjasza Jego…” Ale to właśnie oni zostaną strąceni z tronów, czeka ich ostateczna klęska – i to z rąk tego Dziecięcia, które dziś się nam narodziło, a którego usta oddają Bogu największą chwałę: Syna Człowieczego, Syna Dziewicy, Niewiasty, Tej, która wspólnie z Nim miażdży głowę Węża.
Jakże brak nam dziś wiary Pasterzy, ich czujności i gotowości na przyjęcie Mesjasza, gdy tylko przyjdzie, ich zaufania i posłuszeństwa Bożemu głosowi – ich zdolności całkowitego oparcia się na Bożych Słowach, tak, aby w noworodku śpiącym na sianie w jaskini dla zwierząt dojrzeć Boga i Zbawiciela! Jakże ślepi jesteśmy, skupiając wzrok na bałwochwalczym Rzymie i niewiernej Jerozolimie, zamiast na betlejemskim żłóbku i nazaretańskim domku! Jakże wciąż wiele w nas z faryzeuszy, saduceuszy, uczonych w Piśmie, zelotów, herodian… Prośmy dziś Nowonarodzonego o wiarę ubogich i pokornych Pasterzy oraz mądrych Magów ze Wschodu, którzy już wkrótce przyjdą za Gwiazdą do Betlejem, by oddać pokłon Królowi wszechrzeczy. Prośmy nade wszystko o wiarę Maryi i św. Józefa, o Ich pokorę i zaufanie Bogu, że spełnią się Jego plany, choć Jego myśli są nie do pojęcia dla nas, nędznych śmiertelników, i choć po ludzku wszystko to wydaje się być tak bardzo „nie tak”.
Zajaśniało nam światło w ciemności; Światłość Odwieczna, której żadne siły Ciemności nie zdołają zgasić. Światło, które jest jak maleńka iskra, jak ziarnko gorczycy; które napełnia cały świat, i nic ani nikt nie zdoła powstrzymać Jego królowania, które nadchodzi. Powierzmy się więc z ufnością temu Boskiemu Dzieciątku, które nam się dziś narodziło; przyjmijmy Je w Komunii Świętej do serca oczyszczonego przez Spowiedź. Zatrzymajmy się na chwilę w świątecznym zabieganiu – przystańmy przy Żłóbku, i chociaż przez moment pozwólmy, by to Dziecko do nas przemówiło – Swoją prostotą, małością, ubóstwem, słabością i kruchością, Swoją bezbronnością i Swoim, jakże wymownym, milczeniem… Niedługo przyjdzie jako potężny Sędzia, by raz na zawsze rozprawić się ze złem i je rozliczyć, i by zaprowadzić prawdziwą, Bożą Sprawiedliwość. Teraz jednak przychodzi jako bezbronne Dziecko, jako żebrząca Miłość, pukająca cicho do zamkniętych od wewnątrz drzwi naszych serc. Nauczmy się przyjmować tę Miłość i ją odwzajemniać, bo tylko to się tak naprawdę liczy: zarówno w czasie, jak i w Wieczności.
p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 115%; background: transparent }
Komentarze
Bóg zapłać!