Bieg czasu zaprowadził nas w miejsce, gdzie ciało stało się świątynią. Do takiego wniosku można dojść zagłębiając się w social media, telewizję, reklamy, billboardy. Jesteśmy bombardowani kultem nieskazitelności. Dziw czasem bierze, że jeszcze z lodówki nie wychodzi napakowany facet reklamujący żel pod prysznic.. albo dziewczyna z dużym biustem wciskająca ubezpieczenia.. Dochodzi do tego wszechobecna promocja setek zabiegów, zaklęć, przeróżnych substancji… wszystko to ma odjąć człowiekowi lat. Postawić go w najjaśniejszym świetle z perłowym uśmiechem na twarzy… Tylko czy my naprawdę tego potrzebujemy?
Za czym gonimy?
Żeby było jasne, podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem: „w zdrowym ciele, zdrowy duch”. Uważam, że warto o siebie dbać, żeby nie wyglądać jak gamoń, co nie widział grzebienia. Poważnie potraktować także kwestię sprawności fizycznej, żeby później nie kwilić na bolące plecy lub tętno 200 po wejściu na drugie piętro. Osobną kwestią jest to jak wiele sport potrafi nauczyć, abstrahując od motoryki.. walki, działania w grupie, przełamywania słabości. Tylko co z tego jeśli dbam o jakość mojej 'obudowy’, a wnętrze zostaje puste?
Można odnieść wrażenie, że wytworzyła się epoka, w której poszanowanie tradycyjnych wartości chowa się za czubkiem egoistycznego nosa. Brak poukładania wnętrza, skupianie się tylko na walorach zewnętrznych to prosta droga w stronę próżności. Czy lepiej zaświadczy o Tobie Twój wielki biceps/nowe rzęsy/dobra fura/sztuczny biust/dopisz cokolwiek.. czy Twoja postawa, to co sobą prezentujesz, co być może nie jest widoczne na pierwszy rzut oka?
Tzw. 'dzisiejsze czasy’ trochę nas zablokowały. Zablokowały na Pana Boga, zablokowały na drugiego człowieka, a odblokowały na siebie. Na piedestale stawiane jest często nie tylko ciało, ale i puste rozrywki. Idąc za tym po prostu się odmóżdżamy; robimy z siebie żywe trupy. Sprowadza to po raz kolejny do zadania sobie pytania: „czym się karmisz?”.
Pisałem już o tym tutaj:
Komentarze
Myślę że to zjawisko jest ściśle powiązane z faktem, mimo wszystko pozytywnym - że żyjąc w społeczeństwie chcemy być podobni do wszystkich innych, wyznawać to do czego nas przekonają a przy tym nawet trudniejsze cele chcemy osiągać łatwo. Do tego wynalazki i zadania społeczne są wyznaczane przez potrzeby a w dobrobycie "niestety!" potrzeby maleją.
Mogę tylko ocenić że jeżeli Ci ludzie goniący za symetrycznym wyglądem dają sobie radę z innymi ludzkimi sprawami to nie ma w tym niczego złego i tak tylko jeden będzie "najlepszym" ale jeśli w zamyśle stawiają swoją ideę jako wzór do naśladowania, zachęcają innych żeby wyglądali tak jak oni a nie żeby byli zdrowi i zadowoleni z siebie, kochający siebie samych tak jak należy, jak zostali stworzeni to trochę "smutno" - to jak sport zawodowy - zawodowstwo efektywnie bardzo szkodzi organizmowi.
Ostatnio mój bąbelek informacyjny obiegły zeznania jakiegoś rudego pana z portalu społecznościowego który wiedział że w badaniach wyszło że promowanie symetrycznych zdjęć , nierzadko generowanych i w foto szopach jak i teraz przez mechanizmy sprzężonej sztucznej inteligencji - prowadzą do obniżenia własnej wartości młodych internautek i nic z tym nie zrobił...