W ŚWIECIE CZY W KOŚCIELE?

13.12.2024

Gdy niegdyś w jednym z programów mówiłem o tym, że człowiek żyje albo w świecie albo w Kościele, jedna z moich stałych słuchaczek, którą serdecznie pozdrawiam, wydawała się z powodu takiej alternatywy zasmucona. To już żadnej radości? Żadnego luzu?

Jakże mnie z kolei zasmuciła ta reakcja. Dlaczego zasmuciła? Ponieważ po raz nie wiadomo już który, na własne oczy zobaczyłem, jak wielkie spustoszenie w życiu człowieka powoduje ta obrzydliwa socjotechnika, wykorzystywana na potęgę przez neomarksizm w świecie i modernizm w Kościele. Jednak zaraz pojawiła się też radość, która zawsze towarzyszy mi, gdy następuje utwierdzenie w sensowności mojej pracy. Praca ta, w pewnym uproszczeniu, polega na odkręcaniu socjotechniki, czyli pomaganiu ludziom w rozeznaniu za co zjawiska się podają, a czym są naprawdę. Dotyka to każdego niemal aspektu. Za co podaje się ruch aborcyjny? A czym jest naprawdę? Co udaje ideologia gender, a czym jest naprawdę? Co udaje rzekoma troska o środowisko, a czym jest naprawdę? Za co podaje się Światowa Organizacja Zdrowia, a czym w istocie jest? Mój Drogi Czytelniku, warto w przypadku każdego zjawiska zobaczyć za co ono się przebiera, a czym tak naprawdę jest.

Jak to się ma do pytania czy żyć w Kościele czy w świecie? Tutaj podobnie. Co udaje ruch aggiornamento, ruch dialogu ze światem, ruch zrzucania sutann przez księży i publicznego paradowania w sportowej bluzie z kapturem, ruch zrzucenia przez kobiety mantylek, czyli okryć głowy noszonych w świątyni? Za co podaje się reforma liturgiczna, odwrócenie kapłana przodem do ludzi, Msza w języku narodowym, a czym te zmiany są naprawdę? Te ruchy udają wyjście do człowieka, aby mu było lepiej. Fajniej. Przystępniej. Aby poczuł ulgę, że da się być katolikiem i jednocześnie czerpać ze świata to, co w nim takie, ekhm... super. A czym te ruchy jest naprawdę? Pozbawieniem człowieka tego co, przepraszam za słowo, NAJFAJNIEJSZE, i skierowanie go na pola, gdzie nigdy satysfakcji nie osiągnie.

Gdzie tu socjotechnika? W niezliczonych filmach, serialach, reklamach i książkach. Jestem pewien, mój Drogi Czytelniku, że jakiekolwiek pytanie Ci zadam, Twoja odpowiedź często będzie bardziej z hollywoodzkiego filmu niż z rzeczywistości. Inkwizycja. Średniowiecze. Prozelityzm. Święte Oficjum. Pokuta. Niebo. Piekło. Boża Sprawiedliwość. Boże Miłosierdzie. Czy wreszcie... Życie katolickie. Jesteśmy od dziesięcioleci programowani tak, żeby reagować na to w pewien określony, korzystny dla zła i niekorzystny dla nas sposób. Życie katolickie jest najpiękniejszym co może spotkać człowieka. Jest w nim porządek. Jest rytm dnia, rytm tygodnia i rytm roku liturgicznego. Jest czas na ciszę i czas na brak ciszy. Jest czas na umartwienie i pokutę i czas na radość. Wszystko jest prawdziwe. Wszystko jest tym czym jest.

Alternatywa między życiem w świecie a życiem w Kościele rzeczywiście jest wyborem między, przepraszam za słowa, "fajnie" i "niefajnie". Tylko, że w ujęciu dokładnie odwrotnym niż zmanipulowano nas byśmy wierzyli. W świecie niefajnie. Błąd. Fałsz. Zawiedzione nadzieje. Złamane serca. Pozostawienie człowieka z niczym. Pustka. W Kościele sens, Prawda, spełnione nadzieje, zbudowane serca i pozostawienie człowieka ze... wszystkim. Przez duże W. Choć słowo pozostawienie też tu nie pasuje. W Kościele człowiek nigdy nie jest pozostawiony.

Mój Drogi Czytelniku, warto wyzwolić swoje serce ze strachu wsączonego tam przez kłamstwa neomarksizmu i modernizmu. To jak zrzucenie łańcuchów. Jak wyjście boso na łąkę o poranku. Jak przyobleczenie najpiękniejszej zbroi. Jak picie chłodnej, krystalicznie czystej wody w upalny dzień. A co z małymi przyjemnościami? Oczywiście, że w życiu katolika też są, ale właśnie jako to: drobne przyjemności, które nie udają, tak jak robią to w świecie, szczęścia.

Drodzy Panowie, nigdy nie paliłem takich cygar jak po przylgnięciu do Tradycji. Czy oznacza to, że życie katolika to brak cierpienia? Wręcz przeciwnie. Ale tu nawet cierpienie jest słodkie. Pan Bóg przecież nie kłamie, prawda?

Komentarze