IMIGRANCI, KTÓRYCH CHCEMY

10.12.2024

Dziś, mój Drogi Czytelniku, pozwolę sobie odrobinę puścić wodzę fantazji. Temat dotyczy imigracji. Zaznaczam, że katolik powinien w swoim rozumowaniu opierać się bardziej na rzeczywistości niż swojej wyobraźni, natomiast to, co chcę przedstawić, jest w moim przekonaniu jedną z możliwych rzeczywistości w przyszłości. Czy prawdopodobną - nie wiem, ale nie stanie się ona prawdopodobną, jeżeli najpierw nie znajdzie miejsca w naszym rozumowaniu.

Przejdźmy do rzeczy. Obecnie w Europie Zachodniej ma miejsce islamizacja, wielka podmiana ludności postchrześcijańskiej na ludność muzułmańską. Moim zdaniem warto wiedzieć, że procesy te, choć skutkują zalewem Europy przez muzułmanów, nie są procesami inicjowanymi i sterowanymi przez muzułmanów, ale raczej przez smutnych, ale bardzo energicznych panów w jarmułkach. Przy czym jarmułki te są przemyślnie schowane w szufladach, gdyż zbyt często zakładane mogłyby szybciej obudzić ludzkość. Wróćmy do islamizacji Europy. Otóż inicjatorzy tego procesu już odnieśli sukces, niezależnie od tego czy proces islamizacji się domknie. Nawet jeżeli bowiem, co chyba zresztą właśnie następuje, Europa zacznie się budzić i proces będzie się islamizacji stopować lub odwracać, nie nastąpi to bez wieloletnich niepokojów, nawet krwawych.

Spójrzmy jednak na Polskę. Pomimo starań panów globalistów, u nas procesy te jeszcze nie nastąpiły. Mamy, co prawda, ukrainizację Polski, ale islamizacja raczej szybko nastąpić nie może. Po pierwsze dlatego, że u nas wciąż jest dużo katolików. Po drugie dlatego, że jesteśmy zbyt biednym krajem, żeby każdego inżyniera lub doktora z trzeciego świata witać, jak na Zachodzie, pieniędzmi pozwalającymi mu żyć drożej niż całe jego wioski, skądkolwiek przybywa. Po trzecie dlatego, że możemy patrzeć na ten proces na Zachodzie i przez to zachowywać czujność. Po czwarte dlatego, że u nas cała Rewolucja wchodzi wolniej i, pomimo zlewaczenia części polskich umysłów, nie jest ono wystarczające, jak to miało miejsce na Zachodzie, by zupełnie pozbawić ludzi argumentów i motywacji by się islamizacji przeciwstawić. Po piąte dlatego, że Polak to - dzięki Bogu - Polak i tak łatwo nie pozwoli sobie, by w jego miejscowości najeźdźcy niepokoili kobiety i dzieci.

Miałem jednak mówić o jednej z możliwych wersji rzeczywistości w przyszłości. Otóż w tej wersji, w niedalekiej przyszłości widziałbym niezwykle dużo rdzennych Europejczyków z Zachodu przyglądających się Polsce jako miejscu możliwej emigracji. Jedno z ostatnich państw o homogenicznej, białej ludności i wciąż homogenicznej, przynajmniej na tle Europy, tożsamości kulturowej. Zważywszy na ogromne problemy z dzietnością i widmo dużego skurczenia się naszego narodu, czy nie byłoby wspaniale być kiedyś państwem docelowej emigracji zachodnich elit? Przy czym uwaga - chodzi o elity w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Najlepiej wielodzietne rodziny katolickie, które uznają, że w zachodnioeuropejskiej dżungli zwyczajnie nie da się dobrze wychować dzieci.

Czy jest to scenariusz prawdopodobny? Nie wiem. Obecnie nieszczęsna Polska usiłuje gonić zepsuty Zachód, czego wyrazem jest coś, co wciąż uważam za jedno z bardziej szokujących, przynajmniej dla mnie, wydarzeń XXI wieku w Polsce, mianowicie ponowne oddanie władzy Donaldowi Tuskowi. Jeżeli jednak udałoby się mu tę władzę odebrać (teoretycznie wybory najpóźniej za trzy lata) i trzymać tę naszą Polskę możliwie niezależną (zupełna niezależność niestety jest mrzonką) od smutnych panów z jarmułkami w szufladach, wtedy stanie się miejscem emigracji katolickich elit z całej Europy nie jest scenariuszem zupełnie nierealnym.

Mój Drogi Czytelniku, jeżeli masz czas i chęć, napisz szczerze, co o tym sądzisz.

Komentarze