Dziś o nawróceniu. Nawrócenie to pojemne słowo. Z jednej strony wszyscy codziennie mamy się nawracać, z drugiej jednak strony modlimy się o nawrócenie dla konkretnych osób. Najbardziej wyrazistym nawróceniem wydaje się być moment, w którym z osoby niewyznającej wiary katolickiej stajemy się osobą wyznającą wiarę katolicką. Jak Edyta Stein, która po przeczytaniu "Życia św. Teresy z Avilii" zamknęła książkę i powiedziała na głos "Tak, to jest prawda". Potem jest chrzest, I Komunia, bierzmowanie. Takie nawrócenie jest wydarzeniem bardzo wyrazistym. Ktoś nie wierzy, a następnie wierzy.
Nie wiadomo czy cieszyć się czy żałować, że my, katolicy, nie możemy już przeżyć tak spektakularnego nawrócenia, prawda? Oczywiście żartuję. Każdy z nas każdego dnia może przeżywać spektakularne nawrócenie dokładnie w tym miejscu, w którym się znajduje. Zawsze można wierzyć mocniej. Zawsze można gorliwiej przynależeć do Kościoła świętego. Zawsze można pełniej współpracować z łaskami. Zawsze można uważniej chronić ten subtelny płomyczek, jakim jest w naszej duszy łaska uświęcająca. Ciągle można się nawracać i wyobrażam sobie - choć zaznaczam, że to tylko moja wyobraźnia - że aniołowie i święci w Niebie (przepraszam, jeżeli to nie wypada, używam takich słów dla mocniejszego obrazu) wpadają w podobną euforię, gdy niewierzący staje się wierzący jak gdy my nawracamy się choćby o 1%.
Jak jest w istocie to oczywiście pytanie do teologów, nie musimy rozstrzygać przez porównywanie tych nawróceń. Z jednej strony z ciemności ciężkich grzechów i błędu do łaski prawdy i oczyszczenia. Z drugiej strony mały, ale jakże często trudny obrót o 1 stopień, gdzie odwracamy się od świata i zwracamy ku sprawom Bożym. Istnieje jeszcze jeden typ nawrócenia, który uważam za bardzo spektakularny, choć po ludzku może przejść zupełnie niezauważony. Jest to moment w życiu człowieka, w którym następuje coś w rodzaju "klik" i oto już nie usiłuje się zmieścić Pana Boga w swoim życiu, ale całe swoje życie organizuje się dla Pana Boga. Gdy coraz częściej odchodzi się od myślenia "jak to dobrze, że Pan Bóg jest dla mnie, jak to dobrze, że On pomoże mi w moim życiu", a zaczyna się myśleć "jaka to łaska, że Pan Bóg stworzył mnie tylko dla siebie i że ja mogę wypełniać to, po co w ogóle zaistniałem, czyli poznawać Go, służyć Mu i Go wielbić".
Mój Drogi Czytelniku, jeżeli masz chęć, napisz co sądzisz o tym co napisałem. Czy nie jest tak, że każde nawrócenie, polegające na najmniejszym nawet przesterowaniu ze świata i z siebie na Pana Boga nazwać można dużym wydarzeniem?
Komentarze
Laudetur Iesus Christus et Maria Immaculata!
Bardzo ciekawy wpis. Zgadzam się w pełni z całym artykułem.
Jednak słowo "nawrócenie" to chyba nie do końca trafne tłumaczenie greckiego μετάνοια (metanoia). Jeżeli mnie pamięć nie myli to dr Jan Przybył w jednym ze swoich materiałów na kanale PrzybylTV na YouTube tłumaczył, że owa metanoia to przemiana. "Nawrócenie" sugeruje, że jesteśmy na jakieś dordze i powinniśmy pójść w przeciwnym kierunku podczas gdy rzeczywiście powinniśmy wejść na zupełnie inną drogę, drogę Jezusa Chrystusa.
Natomiast Google tłumaczy słowo μετάνοια jako: skrucha, żal za grzechy, pokuta.
Bóg zapłać za Pana pracę, Panie Dawidzie.