Niedawno napisana rozprawka o wdzięczności, lub bardziej o mojej względem Pana Boga niewdzięczności, skłoniła mnie do głębszej refleksji nad tematem. Czy moja niewdzięczność bierze się tylko z mojej upadłej natury, czy też może dodatkowo zwyczajnie czegoś w temacie wdzięczności nie rozumiem?
Choć byłem wdzięczny za Tajemnicę Odkupienia, czyli Dobrą Nowinę, najwspanialszy dar, jaki mogłem otrzymać, to pozostałą wdzięczność próbowałem w sobie wzbudzić w sposób bardzo niedojrzały. Próbowałem być wdzięczny za życie, za słońce i drzewa, za dobro, które otrzymuję od ludzi, gdy ktoś mi pomoże, doda otuchy, naprawi mój dom, wyleczy moje ciało, podaruje mi coś, wybaczy mi, przestanie mnie dręczyć, zacznie lepiej traktować. Dziękuję Ci Boże... Dlaczego jednak nie ma w tym z mojej strony szczerości? Skłoniło mnie to do męczących rozważań i modlitwy o poznanie przyczyn.
Owoce tych wysiłków i, mam nadzieję, pomocy Ducha Świętego dla mojego, bez fałszywej skromności, bardzo ograniczonego rozumku są następujące: trudno jest wzbudzać szczerą wdzięczność, gdy nie zauważamy dobrodziejstw we właściwych proporcjach i kolejności. Dobra Nowina na pierwszym miejscu? Tak! Na drugim wszelkie dobrodziejstwa dla mnie? Czy tu nie leży ten dziecinny błąd? Jaki pożytek ze słonka, jedzonka, zdrowia, rozwiązania problemu czy dobrego słowa od człowieka, gdybym duszy swojej nie zachował? Co więc na drugim miejscu? Nie to, że ktoś mi wybaczył, ale to, że ja komuś wybaczyłem. Czy bez Bożej pomocy byłbym w stanie to zrobić? Bez szans. Zatem to cud, dziękuje Ci Boże. Ktoś wyrządził mi dobro. Kto zyskał na tym bardziej, ja czy on? A co jest większe: to dobro, czy nagroda za to dobro w wieczności?
Zanim więc podziękuję za otrzymane dobra zewnętrzne, najpierw dużo mocniej podziękuję za dobra wewnętrzne. Udało się porzucić jakiś grzech? Czy bez pomocy Ducha Świetego mógłbym to uczynić? Bez szans. Nareszcie zaczyna rodzić się we mnie wdzięczność... Spełniłem dobry uczynek? Czy byłbym w stanie sam z siebie zebrać choć jeden taki Skarb w Niebie, jakim jest każdy dobry uczynek, bez Bożej pomocy? Bez szans. Dziękuję Ci więc Boże za każdy dobry uczynek, za wszystko dobre co udało mi się zrobić, za moje, pewnie bardzo rzadkie przejawy pokory, za moje, pewnie bardzo śmieszne, przebłyski zrozumienia czegoś i pomocy innym w zrozumieniu, za wszystkie uczynki miłosierdzia, które udało mi się spełnić. Bez pomocy Ducha Świętego nie zrobiłbym z tego nic.
Ile tu powodów do wdzięczności! Dziękuję, że wreszcie uporządkowano choć trochę moją wiedzę o WDZIĘCZNOŚCI. Najpierw Dar odkupienia, czyli Dobra Nowina. Potem postępy duszy i wszystkie skarby w Niebie, które dzięki Duchowi Świętemu, a pomimo mojej marności sobie gromadzę, bo to dobra wieczne, a każdy przejaw dobra we mnie to cud! Teraz rozumiem, za co być wdzięczny. Następnie dar istnienia. Bez niego nie mógłbym mieć udziału w tych cudach. Teraz dobrodziejstwa od ludzi, dziękuję za nie też w imieniu tych ludzi, bo to ich zysk bardziej niż mój. Wreszcie stworzenia. Słońce, drzewa, strumyk, moje dwa psy. Dziękuję. Dziękuję za... wdzięczność. Ona też nie jest moją zasługą. Dziękuję za tę kolejność.
Nareszcie ten nietęgi rozumek został poruszony. Wreszcie rodzi się we mnie i zaczyna rosnąć wdzięczność szczera, niewymuszona. Choć wiem, że wciąż śmiesznie nieadekwatna do wielkości tych darów...
Komentarze
I we mnie wzbudziłeś wdzięczność Dawidzie, bo jak jedna Dusza zostanie natchniona wdzięcznością i podzieli się tym darem to każdy kto pragnie może przyłączyć się do źródła wdzięczności i czerpać i podawać dalej.
Niech radują się Duszę Nasze w Duchu Świętym.
Bóg zapłać.