SYNODALNOŚĆ CZY HIERARCHICZNOŚĆ?

08.10.2024

Dziś o trwającej od niemal tygodnia drugiej sesji Synodu o synodalności.

Oto za zamkniętymi drzwiami rozstrzygają się losy milionów dusz, które w najbliższych dziesięcioleciach karmione będą przez Watykan zdrową lub niezdrową nauką. Natomiast gdy katolik chciałby dowiedzieć się, co tak naprawdę się tam dzieje, spotyka się z atmosferą tajemniczości, dwuznaczności i sekretu.

W ubiegłym roku, podczas pierwszej sesji Synodu, codziennie na konferencji prasowej ktoś z jego uczestników mógł rozwiać lub potwierdzić wątpliwości i obawy, że szykuje nam się tak długo spodziewany ostateczny przewrót w Kościele i oficjalna zmiana nauki o moralności. Natomiast na pytania na przykład o błogosławieństwa par homoseksualnych, zwykle padała odpowiedź, że na tej sesji nie dyskutuje się szczegółów, ale samą synodalność. Kilka miesięcy potem Watykan opublikował deklarację Fiducia supplicans zezwalającą na błogosławieństwo par jednopłciowych.

Piszę o tym nie po to, żeby specjalnie kogoś straszyć, ale zbyt wiele komentarzy po minionej sesji Synodu zdaje się temat bagatelizować, jakby nic się nie działo, bo przecież nie ma jeszcze żadnych zasadniczych deklaracji np. na temat kapłaństwa kobiet.

Tymczasem sygnały płynące z Watykanu oraz język, którym wypowiadają się hierarchowie z papieżem Franciszkiem na czele nie pozostawiają wątpliwości, że właśnie teraz odbywa się pewna kulminacja świadomego i intencjonalnego odwrotu ziemskiej struktury Kościoła od... katolicyzmu.

Za słowami takimi jak synodalność, inkluzywność, równość i ratowanie planety kryje się, w moim rozumieniu, rozumieniu osoby świeckiej, nic innego jak pełny mariaż ziemskich struktur Kościoła z Wielkim Resetem.

Piszę o tym dlatego, że u wielu komentatorów (pomijam tu tych zachwyconych modernizmem) widzę efekt gotowania żaby. W biały dzień, na oczach ludzi, dzieją się skandale, i to nie w potocznym rozumieniu tego słowa, ale w katechizmowym, katolickim rozumieniu słowa skandal, zgorszenie, któremu w Katechizmie poświęca się bardzo konkretne sekcje.

Zgorszenie to zachowanie czy postawa, która sprowadza drugiego człowieka na drogę grzechu. Gorszyciel może doprowadzić bliźniego do duchowej śmierci. Szczególnie ciężką przewiną jest skandal wywoływany przez osoby, które mają za zadanie, np. z racji pełnionej funkcji, stanowić autorytet moralny dla innych. Zgorszenie jest działaniem zewnętrznym lub zaniedbaniem działania zewnętrznego, możemy je podzielić na zgorszenie czynne i bierne.

Jeżeli więc, patrząc pod pewnym bardzo wymuszonym kątem, hierarchowie nie dopuszczają się zgorszenia czynnego, nie mówią czegoś wprost (co według mnie ukazuje jak przebiegle prowadzony jest cały ten proces), to zdecydowanie dopuszczają się (proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę) zgorszenia biernego, którym z pewnością jest pozostawienie czegoś w pewnym zawieszeniu, w niedopowiedzeniu. Jest to zaniechanie wyjaśnienia, rozwiania wątpliwości.

Chociaż kolejna sesja Synodu właściwie dopiero się zaczęła, nie znajduję żadnych rozumowych powodów, żeby wątpić w to, że plan jest już napisany. Być może wtedy woda, w której następuje powolne gotowanie żaby, ma osiągnąć stan wrzenia.

Czy to wszystko powinno przerażać? A co komu da przerażanie się? W historii Kościoła mieliśmy kryzys ariański. Żaden inny kryzys tak bardzo nie przypomina obecnego i tamten Kościół przetrwał, a osoby wtedy ekskomunikowane potem były wynoszone na ołtarze.

Kościół przetrwa. A Ty i ja? Jeżeli będziemy trwać przy wierze katolickiej i Tradycji przez duże T, będziemy po bezpiecznej stronie.

Komentarze