Pewną trudność sprawia mi uchwycenie właściwych proporcji między sprawami religii a sprawami polityki. Odnoszę wrażenie, że siły przeciwne Kościołowi (tutaj wrzućmy je zbiorczo do worka REWOLUCJA), że siły rewolucyjne odniosły pewien sukces w rozdzieleniu w głowach ludzi, nawet w głowach katolików, religii od polityki. I tendencja ta przebija nawet z wypowiedzi ludzi religijnych, jakby wiara to było jedno, a działanie drugie.
Odnoszę wrażenie, że nawet katoliccy publicyści, gdy wypowiadają się o katolickiej nauce społecznej i katolickich zasadach, na których powinniśmy budować Polskę, oddzielają to jakoś od sfery nadprzyrodzonej. Jakby przyszłość Polski leżała w naszych, a nie Bożych rękach. Obawiam się, że jest to niebezpieczna pułapka, w którą próbuje ludzi wpuścić nieprzyjaciel człowieka. Żeby jak najwięcej z nas skupiało się na partiach, inicjatywach, rządzie. Jakby naszym celem było zbudowanie społeczeństwa katolickiego - a postawiłbym tezę i zachęcam do ewentualnej polemiki, że budowanie czegokolwiek na ziemi jest efektem ubocznym, a nie celem.
Celem jest zbawienie duszy. Żeby to osiągnąć, należy spełniać to, co nam przykazano. Gdy będziemy spełniać to, co nam przykazano, jednym z efektów może być państwo coraz bardziej przypominające państwo Boże. Gdy zabierzemy się od tego od drugiej strony, a zatem "do roboty, budujmy silną Polskę", a nie poprzedzi tego odpowiedni czas na kolanach, nie tylko się namordujemy i zawiedziemy, ale także - co mam wrażenie ma miejsce - powszechny będzie niepokój i odczuwana presja. Jakby to, co stanie się z Polską, było ważniejsze niż to, co stanie się z naszą duszą. Jest to moim zdaniem bardzo subtelny zabieg złego na nas i im mniej ludzi, w tym Ty, mój Drogi Czytelniku i ja, się na to nabierze, tym większe szanse dla naszej duszy, ale także dla Polski.
Odzyskiwanie Polski z rąk sług globalizmu odbywa się przede wszystkim w naszym życiu modlitewnym, następnie w wypełnianiu obowiązków stanu. Im więcej z nas będzie teraz wypełniało cel swojego istnienia, czyli Pana Boga poznawało, służyło Mu i Go wielbiło, tym na lepszy los Polski to się przełoży. Walka o Polskę koniec końców sprowadza się do walki jednej duszy o zbawienie. W moim przypadku, mojej. W Twoim, mój Drogi Czytelniku, Twojej. Z tego i tylko z tego wyrosnąć mogą inicjatywy modlitewne, polityczne, społeczne które być może posłużą do katolickiego prowadzenia Polski również na poziomie władz.
Ale to wszystko zaczyna się w życiu jednostki. Chcesz walczyć o Polskę? Walcz o swoją duszę. Powodzenia i dowagi.