Dziś chciałbym podzielić się swoją osobistą reakcją oraz spojrzeniem na politykę ogólnie. Słowa te poddaję pod Twoją, mój Drogi Czytelniku, ocenę. Stoję na stanowisku, że z tego co jest na scenie politycznej dostępne, wybrać należy opcję najbardziej przeciwną szalejącej rewolucji. Oczywiście im jest ona lepsza tym lepiej, ale gdy jest nienajlepsza, to wziąć trzeba lepszą od pozostałych.
I tutaj dochodzimy do głównej tezy tej rozprawki: odnoszę wrażenie, że ludzie trochę za bardzo pokładają nadzieję w politykach oraz polityce jako takiej. Katolik, moim zdaniem, nie może nie interesować się polityką, przynajmniej w stopniu koniecznym do oddania świadomego głosu w wyborach. Z drugiej strony pokładanie nadziei w samej polityce wydaje mi się uliczką ślepą. Odzyskanie świata postchrześcijańskiego dla katolicyzmu nie odbędzie się w świecie polityki. Tak, polityka jest ważna. Polityka wpływa na prawo aborcyjne, na prawo migracyjne, na edukację, czy podatki.
Jednak jestem przekonany, że nadzieja na wyrwanie Europy siłom lewicowym za pomocą narzędzi demokratycznych jest nadzieją płonną. Jest tak dlatego, że lewicowość Europy leży w umysłach ludzi, a nie jedynie w instytucjach. Jeżeli przyjąć takie spojrzenie, z jednej strony można odczuć ulgę, że aż takie emocjonowanie się polityką nie jest potrzebne. Z drugiej strony można odczuć ciężar, bo zadanie przywrócenia umysłów Europejczyków dla katolicyzmu może jawić się jako zadanie trudniejsze niż wygranie prawicy w tych czy innych wyborach.
Czy jednak odczucia są tu najważniejsze? Owszem, można się zniechęcić, jeżeli człowiek uświadomi sobie, że tak jak przez stulecia masoneria prała mózgi Europejczyków, tak może przez stulecia trzeba by teraz je prostować. I to przy braku mediów, które zdominowała lewica. Tyle, że jest jeszcze, a może przede wszystkim, czynnik nadprzyrodzony. Cała historia jest w rękach Pana Boga. Gdy przeciwnicy swoje knowania realizują propagandowo, instytucjonalnie i politycznie, my, choć nie możemy zaniedbać tych sfer przyrodzonych, przede wszystkim musimy koncentrować się na czymś znacznie istotniejszym: na oddawaniu chwały Panu Bogu.
Świat, w tym Europa, mogą zostać odzyskane w pierwszej kolejności nie przez starania polityczne, ale przez zwiększanie chwały Bożej. Samemu Panu Bogu oczywiście chwały przysporzyć nie możemy, ale możemy i musimy zwiększać ilość oddawanej Mu chwały przez każdego z osobna, w efekcie przez dany naród, czy całą Europę. Tak jak masoneria pozyskuje całe masy, tak my musimy pozyskiwać dusze po jednej. Najpierw przez przyciągnięcie do Kościoła - dziś trzeba dodać, że tej jego części, która jest wierna Bogu, czyli Tradycji katolickiej - potem przez katechizację i przede wszystkim życie sakramentalne zwiększać chwałę oddawaną Bogu w życiu tego jednego człowieka. Im więcej chwały oddawanej będzie Bogu, tym bardziej wypatrywać będzie można interwencji Boskiej na świat polityki. Wypatrywać, a nie oczekiwać czy wymagać.
Nadal bardzo chciałbym, żeby w Polsce władzę straciła obecna koalicja lewicowa. Ale nie emocjonuję się tym tak jak kiedyś, gdyż nie tu widzę najważniejsze pole bitwy. Mój Drogi Czytelniku, jestem bardzo ciekaw, co o tym sądzisz.