Dziś o pewnej cnocie, którą uważam za szczególnie cenną w naszej walce z szalejącą Rewolucją, zarówno tą w świecie jak i tą w Kościele. Zastanówmy się proszę, czy nie jest nią cierpliwość. W cnocie tej człowiek musiał się ćwiczyć zawsze, natomiast dziś być może bardziej niż kiedykolwiek. Nie dlatego, żeby rzeczywistość była bardziej dojmująca, ponieważ pomimo że czasy są pełne zamętu, nie wydaje mi się, żebyśmy cierpieli bardziej niż na przykład katolicy-patrioci podczas 123 lat zaborów, gdy Polski nie było na mapie, lub bardziej niż rzesze katolików, którzy w różnych miejscach i czasach cierpieli za Chrystusa.
Dlaczego więc uważam, że sama cierpliwość może wymagać dziś jeszcze większych ćwiczeń i wysiłków by ją zdobyć? Dlatego, że dziś jak nigdy jesteśmy uwarunkowywani i tresowani by jej nie mieć. Dajmy dziecku smartfona na dwie - trzy godziny, a następnie powiedzmy mu, że ma na cokolwiek cierpliwie poczekać. I czy wszyscy dziś nie jesteśmy tym dotknięci? Ja z pewnością. Czasem myślę, że gdyby losowo wybrany człowiek XXI wieku przeniósł się w czasie choćby o 100 lat wstecz, mógłby od razu zwariować. Z powodu nudy i braku możliwości jakiejś dopaminowej gratyfikacji co kwadrans lub częściej.
Wróćmy do cnoty cierpliwości potrzebnej w stawianiu czoła Rewolucji. Patrząc rozumowo, nie istnieje żadna możliwość szybkiego zwrotu. Jeżeli coś rozwija się przez dziesięciolecia lub stulecia, nie damy rady odwrócić tych procesów do wtorku. Myślę, że to stanowi dla wielu ludzi problem. Zaczynają dostrzegać co zrobiono ze światem, z polityką, z edukacją, z moralnością, z autonomią narodów by decydowały czy chcą rujnować gospodarstwa domowe by ratować świat przed nieistniejącymi zmianami klimatycznymi itd., oraz co zrobiono z Kościołem, w którym w sposób dla wielu niezauważony podmieniono wyznanie, papież mówi, że trzeba się szczepić i ratować planetę, a na zorganizowanych przez niego po raz pierwszy Światowych Dniach Dziecka na placu św. Piotra tańczy przed dziećmi transwestyta, gdy patrzy się na to wszystko to można albo wyprzeć albo się podłamać.
Ale dlaczego? Czy nie z powodu braku cierpliwości? Czy wobec braku możliwości rozwiązania problemu do wtorku mamy się zniechęcać czy popadać w rozpacz? Na temat cierpliwości przytoczę teraz kilka fragmentów z Pisma Świętego. Ba 4,25 (Księga Barucha) - Dzieci, cierpliwie znoście gniew, jaki Bóg zesłał na was, Ps 9, 19 - Ufność nieszczęśliwych nigdy ich nie zawiedzie, Prz 16,32 - Cierpliwy jest lepszy niż siłacz, opanowany - niż zdobywca grodu, Łk 21,19 Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie, Hbr 12, 1 - Biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach.
Potrzebna jest nam dziś cnota cierpliwości. Jeżeli wydarzenia na świecie i w Kościele nas niepokoją, bolą czy przerażają, to jest to nasze cierpienie. Warto próbować je spokojnie znosić, po pierwsze i przede wszystkim aby w ten sposób sprawić radość naszemu Panu, a po drugie aby być zdolnym do pracy dla przywracania, w miejsce współczesnej anarchii, prawa Bożego. Niecierpliwi raczej niewiele pomogą.