Czy zaczęło się od zmiany kobiet? Nie, upatrywalabym początków problemów ze społecznymi rolami obu płci po prostu w dziejach grzechu, czyli całej historii człowieka wypaczającego to, do czego powołuje go Bóg. Grzech wprowadził między ludzi zaburzenie prawidłowych odniesień i relacji; ci, co mieli dane więcej- zamiast wymagać więcej od siebie, zaczęli wymagać od innych, nadużywać swojej sily do okazywania dominacji. Wszystko to mówił nasz Pan, Jezus; czytając uważnie Ewangelię widzimy, jak pokazuje On, że już wtedy zauważał zaburzenia w traktowaniu slabszych przez silniejszych; w tym zauważał i przełamywał takie tendencje również w relacjach damsko-męskich - kiedy stanął w obronie jawnogrzesznicy i nie pozwolił jej ukamienować, kiedy podjął rozmowę z Samarytanką. W ogóle juz sama postać Maryi jest pod względem kwestii spolecznych ról kobiet bardzo ciekawa- jest kobietą, która jest zauważona przez samego Boga, dostaje arcyważną misję do spełnienia- ma stac się Matką Jezusa, ma nadać mu imię. Imię zwyczajowo nadawał mężczyzna. Podobnie jak Maryja, rownież matka proroka bezposredniego przed Mesjaszem- Jana Chrzciciela- Elżbieta- rownież miała możliwość zabrać głos oponujacy względem rodziny- kiedy wydawało się, że naturalnie bedzie Zachariasz junior- powiedziała: "Jan bedzie mu na imię" i był to głos istotny. Tak więc ja bym problem widziała szeroko- i przykladała miarę tego, co jest do tego, co Bóg zaplanował, a nie koniecznie do kilkudziesięciu, czy stu lat wstecz, bo problem istniał od wielu wielu wieków. Czy są jakieś prawa kobiet, o które jeszcze w XXI wieku należy zabiegać? Owszem- prawo do wsparcia w wypepnianiu powolania do macierzyństwa. Same programy finansowe- choć pomocne, nie wystarczają. Ważna jest promocja prawa kobiety do wsparcia w podejmowaniu trudnej roli matki; spotykam sie bardzo często z opinią "chciała rodzic, niech sobie sama radzi" - ta mentalność okropnie krzywdzi matki i dzieci pozostawiane na pastwę osamotnienia i ostracyzmy spolecznego. Przydalaby się jakas kampania na rzecz wspierania mlodych matek- może przez godziny praktyk przez nastolatki? Nastolatkom bardzo przydalaby sie praktyczny kontakt z małymi dziećmi, tak, aby docieralo do nich czym jest rodzicielstwo i w tych pięknych i w tych trudnych obliczach- dawałoby to im możliwości zdobcia potrzebnych życiowo umiejętności, a także bardzo przydatne poszerzenie horyzontów co do prokreacji. A co do pytania o przedstawiony tradycyjnego model zadań męża i żony, trochę jakby pytać, czy nie lepiej byłoby podróżować konno. No pewnie zalety by się jakieś znalazły, ale do naszych czasów to średnio przystaje. Czy zatem mamy zmieniać nasze czasy na pasujace do podróży konnych? Poza tym, że to byłoby bardzo trudne (o ile nie niemozliwe), to jednak współczesne środki transportu mają swoje zalety. Byly czasy, kiedy nawet rower uważano za nieprzyzwoity i niebezpieczny. Natomiast w elastyczności ról w małżeństwie widzę wiele zalet- praca zawodowa kobiety może wspierać jej macierzynstwo, zauważam jej potencjał rozwojowy, stabilizujący psychicznie (jako odprężenie od przebodźcowania nabywanego w trakcie wielogodzinnej opieki nad dziećmi). Mam pięcioro dzieci i dla mnie możliwość wychodzenia dwa wieczory w tygodniu do pracy między innych ludzi jest jak wentyl, mogę się tam rozwijać w dziedzinie, w której mam pasję i talent, co w rezultacie wspiera moje macierzyństwo. Uważam też, że zjawisko udzialu mężczyzn w pracach domowych i opiekuńczych nie jest czymś godnym potepienia, wręcz przeciwnie- każdy domownik powinien brać udział w odpowiedzialności za dobrostan domu- nawet dzieci na miarę swoich możliwości. Tam, gdzie rodziny nie stać na służbę-a większości nie stać- tam nie powinno się obarczać tylko jednej osoby tego typu zadaniami, tym bardziej, że w naszych czasach mamy wiele sprzętów wspomagajacych gotowanie, pranie i sprzątanie. Tego typu zadania rozłożone na wszystkich członków rodziny nie są nadmiernie obciążające i uczą wspolodpowiedzialnosci za wspolne dobro.
Czy zaczęło się od zmiany kobiet? Nie, upatrywalabym początków problemów ze społecznymi rolami obu płci po prostu w dziejach grzechu, czyli całej historii człowieka wypaczającego to, do czego powołuje go Bóg. Grzech wprowadził między ludzi zaburzenie prawidłowych odniesień i relacji; ci, co mieli dane więcej- zamiast wymagać więcej od siebie, zaczęli wymagać od innych, nadużywać swojej sily do okazywania dominacji. Wszystko to mówił nasz Pan, Jezus; czytając uważnie Ewangelię widzimy, jak pokazuje On, że już wtedy zauważał zaburzenia w traktowaniu slabszych przez silniejszych; w tym zauważał i przełamywał takie tendencje również w relacjach damsko-męskich - kiedy stanął w obronie jawnogrzesznicy i nie pozwolił jej ukamienować, kiedy podjął rozmowę z Samarytanką. W ogóle juz sama postać Maryi jest pod względem kwestii spolecznych ról kobiet bardzo ciekawa- jest kobietą, która jest zauważona przez samego Boga, dostaje arcyważną misję do spełnienia- ma stac się Matką Jezusa, ma nadać mu imię. Imię zwyczajowo nadawał mężczyzna. Podobnie jak Maryja, rownież matka proroka bezposredniego przed Mesjaszem- Jana Chrzciciela- Elżbieta- rownież miała możliwość zabrać głos oponujacy względem rodziny- kiedy wydawało się, że naturalnie bedzie Zachariasz junior- powiedziała: "Jan bedzie mu na imię" i był to głos istotny. Tak więc ja bym problem widziała szeroko- i przykladała miarę tego, co jest do tego, co Bóg zaplanował, a nie koniecznie do kilkudziesięciu, czy stu lat wstecz, bo problem istniał od wielu wielu wieków. Czy są jakieś prawa kobiet, o które jeszcze w XXI wieku należy zabiegać? Owszem- prawo do wsparcia w wypepnianiu powolania do macierzyństwa. Same programy finansowe- choć pomocne, nie wystarczają. Ważna jest promocja prawa kobiety do wsparcia w podejmowaniu trudnej roli matki; spotykam sie bardzo często z opinią "chciała rodzic, niech sobie sama radzi" - ta mentalność okropnie krzywdzi matki i dzieci pozostawiane na pastwę osamotnienia i ostracyzmy spolecznego. Przydalaby się jakas kampania na rzecz wspierania mlodych matek- może przez godziny praktyk przez nastolatki? Nastolatkom bardzo przydalaby sie praktyczny kontakt z małymi dziećmi, tak, aby docieralo do nich czym jest rodzicielstwo i w tych pięknych i w tych trudnych obliczach- dawałoby to im możliwości zdobcia potrzebnych życiowo umiejętności, a także bardzo przydatne poszerzenie horyzontów co do prokreacji. A co do pytania o przedstawiony tradycyjnego model zadań męża i żony, trochę jakby pytać, czy nie lepiej byłoby podróżować konno. No pewnie zalety by się jakieś znalazły, ale do naszych czasów to średnio przystaje. Czy zatem mamy zmieniać nasze czasy na pasujace do podróży konnych? Poza tym, że to byłoby bardzo trudne (o ile nie niemozliwe), to jednak współczesne środki transportu mają swoje zalety. Byly czasy, kiedy nawet rower uważano za nieprzyzwoity i niebezpieczny. Natomiast w elastyczności ról w małżeństwie widzę wiele zalet- praca zawodowa kobiety może wspierać jej macierzynstwo, zauważam jej potencjał rozwojowy, stabilizujący psychicznie (jako odprężenie od przebodźcowania nabywanego w trakcie wielogodzinnej opieki nad dziećmi). Mam pięcioro dzieci i dla mnie możliwość wychodzenia dwa wieczory w tygodniu do pracy między innych ludzi jest jak wentyl, mogę się tam rozwijać w dziedzinie, w której mam pasję i talent, co w rezultacie wspiera moje macierzyństwo. Uważam też, że zjawisko udzialu mężczyzn w pracach domowych i opiekuńczych nie jest czymś godnym potepienia, wręcz przeciwnie- każdy domownik powinien brać udział w odpowiedzialności za dobrostan domu- nawet dzieci na miarę swoich możliwości. Tam, gdzie rodziny nie stać na służbę-a większości nie stać- tam nie powinno się obarczać tylko jednej osoby tego typu zadaniami, tym bardziej, że w naszych czasach mamy wiele sprzętów wspomagajacych gotowanie, pranie i sprzątanie. Tego typu zadania rozłożone na wszystkich członków rodziny nie są nadmiernie obciążające i uczą wspolodpowiedzialnosci za wspolne dobro.