Sąd: bez intencji, nie ma winy

Jak informuje portal „PCh24.pl”, pod koniec marca zakończył się proces karny przeciwko ordynariuszowi diecezji Carpi, arcybiskupowi Erio Castellucciemu.

Hierarsze zarzucono współudział w bluźnierstwie poprzez umożliwienie zaprezentowania w jednym z kościołów odrażającej wystawy pana Andrei Saltiniego, przedstawiającej wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa w kontekście homoseksualnym.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyli wierni. Sąd stwierdził jednak, że choć wystawę należy uznać za prowokacyjną, to nie można jednoznacznie orzec, że była ona bluźniercza – ponieważ nie ma pewności co do intencji autora w kwestii obrazy uczuć religijnych.

W efekcie arcybiskup Castellucci został uniewinniony od ciążących na nim zarzutów.

Ze swojej strony chciałbym postawić tezę, że wszędzie tam, gdzie prawo zaczyna się opierać na badaniu „intencji”, otwiera się furtka do nadużyć i relatywizmu. Takie podejście to zazwyczaj efekt infekcji prawnej pochodzącej z określonych kręgów talmudycznych, które od wieków specjalizują się w rozmiękczaniu litery prawa.

Przykład z naszego podwórka: w Polsce, gdy przedsięwzięcie finansowe okazuje się oszustwem, sąd w pierwszej kolejności bada nie twarde fakty, lecz to, czy działano z „zamiarem” oszukania – jakby samo oszustwo bez intencji przestawało być oszustwem.

W ten sposób całkiem sporo oszustów chodzi dziś wolno.


Komentarze