Jeżeli mogę się podzielić moimi doświadczeniami na temat zachęcania do uczestnictwa w Mszy Świętej Wszechczasów. Otóż paradoksalnie jest to znacznie trudniejsze niż przekonanie kogoś do tezy Tradycji. Dlaczego? Podam przykład z życia. Dałem do ręki osobom z rodziny książki na temat deformacji liturgii. I oni to zrozumieli, to znaczy zauważyli, że dokonano zmian na gorsze, ale nic z tym nie robią. Życie toczy się dalej, nic się dla nich nie zmieniło. Mają argumenty, że proboszcz jest wspaniały i wystarczy. To jest najgorsze, że można poznać prawdę i nic z tym nie zrobić. Może jednak macie jakieś swoje doświadczenia, które są odmienne. Chętnie poznam.
Komentarze
Argumentów znajdują bardzo dużo. Pozostaje tylko świadectwo własnego życia. Trudne ale wykonalne.
Do mnie najbardziej przemówiło to co w reportażu powiedziała pewna Pani psycholog w wywiadzie na innym tradycyjnym kanale z YT.
Bardzo nie chcę tutaj nikogo urazić więc postaram się ważyć słowa, przepraszam jakby czytelnik mnie odebrał negatywnie - na pewno dzielenie nie jest to moim zamiarem.
Powiedziano mniej więcej coś takiego: jeżeli wierny ma być zachęcany do uczestnictwa we Mszy Świętej na sposób fajnego spędzania czasu, klaskania, śpiewania i dobrej zabawy z sąsiadami, bliskimi rodziną, oglądania występów to po prostu nie będzie go to bardziej zachęcało i prawdopodobnie przestanie przychodzić bo do fajnego spędzania czasu z innymi ludźmi w święto człowiek stworzył po prostu bardziej popularne i przystępne metody i ludzie je będą wybierać.
Mam też obserwację, że często młodzi ludzie bardzo chętnie doświadczają innych parafii, wyjeżdżają daleko na uznane rekolekcje, urzeka ich mocny zapach kadzidła, dwugodzinne obrzędy czuwania, msza o 6 rano w czwartek w niepustym kościele albo w mroźną niedzielę późnym wieczorem o 20 w tłumie tych którzy szukali spokoju a okazało się że przyszło więcej spóźnialskich niż kościół jest w stanie pomiescić - a później dzielą się takimi doświadczeniami między sobą i zachęcają innych - wskazuje to mi, że cenią sobie indywidualny kontakt z Bogiem i zadumę, spokój zamiast popularności, szukają swojego miejsca.
Myślę też, że "statystycznie" łatwiej do mszy tradycyjnej zachęcić kogoś kto nie chodzi regularnie na mszę świętą niż zmienić czynne przyzwyczajenie wierzących. Podobnie trochę jak członkowie zboru nie zachęcają do wstąpienia tych którzy już są w jakimś zborze a już na pewno nie chcą tych którzy odeszli (nie wiem dlaczego) ale starają się zachęcić nowych i tych którzy są w trudnej sytuacji duchowej.
Mam nadzieję że pomogłem :)
Z pewnością warto rozmawiać z ludźmi o tym co się stało w związku z reformą liturgiczną. Ja staram się prowokować do rozmowy, coś podesłać, powiedzieć o czymś, ale nie na siłę. Siłą niczego nie da się moim zdaniem zrobić, a wręcz możemy osiągnąć odwrotne skutki do oczekiwanych. Ważne być autentycznym w przekonaniach i starać się mieć wiedzę, żeby potrafić odpowiadać na pojawiające się pytania. Jeśli ktoś prawdziwie szuka Boga, to te sprawy muszą dać mu do myślenia.