+LiCh+
Witam po przerwie świątecznej i zapraszam serdecznie wszystkich Sprawkowiczów na kolejny wpis z serii. Dziś chcę się podzielić notatką, którą napisałem dawno, jednak jest jedną z moich ulubionych. Czytając ją zawsze uderza mnie aktualność tego co jest tam napisane, natomiast po przeczytaniu jakoś tak łatwiej jest znosić ciężar, który w danej chwili dźwigam. Zapraszam do lektury:
Dziś, jadąc do pracy naszła mnie refleksja nad jednymi z moich głównych wad, jakimi są plotkowanie i obmawianie. Wady te często objawiają się w moim zachowaniu właśnie podczas pracy. Wczorajszy dzień bowiem nie należał do najlżejszych, a to za sprawą zmiany z pewnym osobnikiem, który niesamowicie mi moją pracę utrudniał. Jego wina jest w tej sytuacji oczywista, bo chłopak, prawdopodobnie przez długotrwałe zażywanie narkotyków wykazuje patologiczny, zakrawający o konieczność leczenia poziom rozkojarzenia i braku koncentracji, a że pracuję jako barman i wszystko muszę wykonywać automatycznie, każdy czynnik spowalniający moje reakcje tworzy efekt nieprzyjemnej kuli śnieżnej, tak że na koniec jestem wielokrotnie bardziej zmęczony, klienci są obsłużeni o wiele gorzej, przez co napiwki są o wiele niższe, a i sprzątania jest o wiele więcej na koniec. Nie o tym jednak. Piszę o tym aby wykazać przed samym sobą, że „po ludzku” miałem prawo, aby dać upust swojej frustracji i złości, jednak rozum podpowiada mi co innego… Niestety, kierując się bardziej emocjami niż rozsądkiem, postanowiłem dać sobie ten upust, narzekając na tego chłopaka, opowiadając innym współpracownikom jak tragicznie wyglądała z nim praca tego dnia, tłumacząc tym także moje niedopatrzenia, tak aby cała wina za ewentualny bałagan nie spadła na mnie…
I tutaj właśnie chcę wrócić do mojej refleksji. Doszło bowiem do mnie, że zapomniałem o swoim postanowieniu, które polega na przeżywaniu trudów, szczególnie tych związanych z pracą, jako zadośćuczynienie za swoje grzechy. W opisanej wyżej sytuacji nie było we mnie jednak gotowości na akceptację tego jak wyglądał tamten dzień oraz ewentualnego przyjęcia na siebie niezasłużonych konsekwencji, które tak naprawdę, z perspektywy Nieba mogły mi wysłużyć o wiele większy odpust mojej kary w straszliwym przecież Czyśćcu. Gdybym przeżył ten wczorajszy dzień z tą akceptacją to czy nie byłbym właśnie o wiele bliżej wypełnienia pokuty w oczach Bożej Sprawiedliwości..?
Wyciągając wniosek z tej refleksji, aby odnieść korzyść dla mojej duszy, pragnę wbić do swojej głowy tę mądrość:
Nie liczy się w końcu tak bardzo sam fakt pokutowania, jak rzeczywisty trud ponoszony podczas. Nie liczy się się także tak bardzo sam fakt pokutowania, jak postawa miłości, niezachwiana podczas znoszenia trudu pokuty. Sumienie więc nakazuje mi abym z wdzięcznością przyjmował na siebie ciężkie okoliczności w przyszłości, i traktował je raczej jako okazje do szybszego postępu/zadośćuczynienia i w efekcie uniknięcia straszliwych kar, na które niewątpliwie zasługuję.
Komentarze
Dziękuję, za ten niezwykle przydatny tekst. 😄