BARTOSH! @bs
●
13.07.2025 01:09
W odpowiedzi do @Grzegorz Stenks
Jestem ciekaw ile osób przesłuchało tę rozmowę a ilu wypowiada się na podstawie tego jak jest ona relacjonowana.
Owszem, Braun użył w określeniu do tematu komór gazowych określenia fejk, ale później, bezpośrednio przed zakończeniem rozmowy, wskazał na kontekst tej wypowiedzi mówiąc o tym, że wersja wydarzeń prezentowana w Muzeum A-B "nie spełnia kryteriów warsztatu historyczno-naukowego we wszystkich szczegółach" w odróżnieniu od np. książki Toaffa dotyczącej mordu rytualnego.
Zatem tego co powiedział później, tuż przed zakończeniem rozmowy, jakby wielu już nie dostrzegało.
Uwaga Pomyłka w życiorysie Marii w Ewangeliach jest sporo o czym poniżej. Łatwo można się zgubić. Maria zwana Magdaleną (Łk 8) to nie ta sama osoba co Maria, siostra Marty i Łazarza. W Mt 27 i 28, Mk 15 i 16 (rozdziały o śmierci, pogrzebie i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa) zgodnie jest nazywana Marią Magdaleną i jest tam mowa o drugiej Marii ( matka Jakuba mniejszego i Józefa). Natomiast Maria, siostra Marty i Łazarza, jak Św Jan ujawnia w 11 rozdziale to ta która namaściła stopy Jezusa w domu faryzeusza o imieniu Szymon (Łk 7, 36-50). Czyli Maria, siostra Łazarza to ta która go namaściła 2 razy. Najpierw stopy a innym razem głowę, to już w wielkim tygodniu. Ewngelista Łukasz ujawnił, że kiedyś prowadziła życie grzeszne, ale jej sposób nawrocenia opisał (Łk 7, 36-50).Czyli Maria namaszczająca że tak ja nazwę kolokwialnie. Natomiast Maria ( zawsze nie odłącznie) Magdalena, ponoć pochodziła z Magdali ok 4 km od Tyberiady (brewiarz.pl/czytelnia). Wszyscy 4 ewangeliści nazywają ją Magdaleną. Opętana przez 7 złych duchów, nie wiemy w jaki sposób. Została uwolniona przez Jezusa. Śledząc te fragmenty 4 Ewangelii nasuwa się mi obraz ( jakże prostacki)rzepu na psim ogonie. To chwalebne wielkie i wierne przywiązanie do Jezusa i kroczenie za Nim aż pod krzyż i jakże wielka rozpacz za Nim do tego stopnia że nawet interwancja aniołów ( ich ukazanie się i pytania) nie "ocuciła" Marii Magdaleny, więc musiał wkroczyć sam Zmartwychwstały. Jakże wielka i uparta to była miłość, godna naśladowania.